Zapiski na zimno o budowie domu.

2008-10-18

Gruntowy Wymiennik Ciepła - forpoczta.

Z braku lepszego pomysłu można robić różne rzeczy. Na przykład nowoczesne i kontrowersyjne rozwiązania techniczne dla polepszenia wentylacji w domu. Polepszenia? To się jeszcze zobaczy.

Kierowniczka

Kierowniczki

Jak zdarzyło mi się zauważyć w jednym z pierwszych wpisów do tego bloga, budowa to powódź szczegółów, a każdy z nich grozi mniejszą lub większą ryfą. W opisywanym przedsięwzięciu potknięć zanotowałem co najmniej 50%, o ile da się to wyliczyć w procentach.

Dołek

Gruntowy wymiennik ciepła, to sprawa zasadniczo prosta: kopiesz dół, montujesz z jednej strony rurę, przez którą nawiewa powietrze z ogródka, z drugiej, podłączoną do domowej wentylacji, rurę, przez którą to wchodzi do domu. Zasypujesz to żwirem, możliwie otoczakowym, żeby powietrze miało mniejsze opory toczenia. Ze wszystkich stron okładasz geowłókniną, coby się to nie pomięszało z otaczającym gruntem. Zakopujesz. Ewentualnie od góry serwujesz jeszcze styropian, żeby się wydawało, że to wszystko jest głębiej. Niby proste, ale…

Rura GWC

A wszystko przez Głównego Technologa. Wytyczne do budowy wymiennika zakupiłem już bardzo dawno temu. Napisano tam, że złoże, czyly to coś, przez co przelata powietrze, żeby się ogrzało zimą, a latem schłodziło, wypełnia się żwirem otoczakowym frakcji circa 1-3cm. Jest to łatwo dostępny materiał, w każdej żwirowni można go kupić, ile wola. I to płukany dwukrotnie, czyli czysty.

Pełno kamieni

Cóż, jednakowoż albowiem Główny Technolog pokazał mi ten żwir i prawi: “Przez to nie będzie przechodzić powietrze. Za duże opory, potrzebny będzie dodatkowy wentylator wtłaczający. Trzeba wziąć żwir grubszy.”. Dotychczas jego pomysły były lepsze od standardu. No to ja złapałem za słuchawkę i dawaj szukać. I co? I nie ma – otoczaki grubsze od 3cm nie są z reguły do niczego potrzebne. Logika podpowiada zatem, że wszędzie powinno być ich wbród – gdzieś w kącie każdej żwirowni powinna leżeć taka zwałka niepotrzebnego kruszywa. Ale nie ma.

zraszacz raz

W końcu kierowca ciężarówki, który zapewnił mi kompleksową obsługę przedsięwzięcia budowy dróg, doniósł telefonicznie, że gdzieś półsta wiorst od nas, het pod Tarczynem, zalega w kopalni pospółki takiż materiał – pozostałość po płukaniu pospółki. Grube kamwory, wymięszane z cieńszymi – dla mnie bomba. I jeszcze po płukaniu – to jakby płukane!

Zraszacz zawijany

Pierwszy transport przyszedł, kiedy byłem w pracy. Pomimo moich próśb majster kierujący robotami kazał to wszystko wrzucić do dołu. Kiedy przyjechałem, zdjęła mię zgroza polarna – żwir ów przypominał raczej pozostałość po sortowaniu ziemniaków niźli to, co sobie tak składnie wyobrażałem. Kilka metrów sześciennych materiału znalazło się w dole. Alternatywa: wydostać to na górę i spłukać. Jak wydostać? Widłami? Ile to ma trwać? Tydzień? To już taniej by mi wyszły rury REHAU. Znaczy, brniemy dalej.

Zraszacz po nelsońsku

Kazałem przywlec wąż ogrodowy i spłukać złoże w dół, do gliny. Trudno, pozostałości odłożą się na dnie, na geowłókninie. Groźba: pozostałości może być dużo, mogą podnosić się razem z wodą podskórną na wiosnę i zamiast efektu płukania złoża, będzie efekt błocenia złoża. Nadzieja: kiedyś musi to życie biologiczne tam umrzeć. Inakszy zleję to chyba chlorem i poczekam ze dwa łońskie roki.

Zakopywanie GWC

A na wierzch, na wszelki wypadek, postanowiliśmy ułożyć instalację zraszającą, do chybkiego podłączenia do węża ogrodowego, alias zaskrońca. Po całej akcji płukania-zraszania, jeszcze kilka dni później w rurze czerpni powietrza widać było stojące lustro wody. Zeszło ponad tydzień później – taka, panie, glina u nasz.

Ocieplanie GWC

Pozostało tylko zgodnie z nadmiarem styropianu na pozostałościach po placu budowy, położyć grzeczną warstewkę i zasypać.

GWC Dziś

Dziś wygląda to nie najgorzej. A jak trawka wyrośnie, to już w ogóle tak, że aż. Tylko niech to zadziała, kiedy przyjdzie pora! Nieprędko to nastąpi, co prawda, ale zawsze się może wydarzyć.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 20:26

2008-09-05

Podłączamy się do rzeczywistości (wirtualnej)

W dzisiejszych czasach możesz nie mieć wody, ogrzewania, spać na podgrzanej cegle – ale podłączenie do telewizji i Internetu mieć musisz. Dostęp do zupełnie niepotrzebnej, zbędnej, głupiej, ale jakże miłej w odbiorze informacji czyni nas ludźmi cywilizowanymi.

spawanie

na dachu

Zatem przy pierwszej okazji musieliśmy zmienić nasz stan z offline na online. Wizyta Brata w Karmie dała pierwszy impuls. Później przyszły następne. I tak, po kilku kosmetycznych zmianach w budowie komina, pomocy męża przyjaciółki, który przyjechał do nas wypocząć, ale mu nie daliśmy, na kominie pojawiła się konstrukcja, na której zawiesiliśmy nasze przyłącze do świata w postaci anteny telewizyjnej i punktu dostępowego do internetu.

spacer w przestrzeni

montaż na dachu

Pozostało jeszcze tylko rozbudować konstrukcję, żeby od południa zainstalować antenę satelitarną. Ale – szczerze mówiąc – w telewizji lecą takie głupoty, że prawie jej nie oglądamy. Może po prostu szkoda pracy?

montaż na dachu

gotowy zestaw numer 1

gotowy zestaw aktualny

Taka jest zaleta wolnego wyboru: możemy to zrobić, ale nie musimy. Możemy to zrobić, ale później. Albo przenieść decyzję na później. Muszę powiedzieć, że sytuacja taka sprawia mi wiele satysfakcji.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 09:21

2008-05-27

Rury deszczowe - pot, krew i łzy.

W pewien słoneczny, gorący, majowy dzień mój Brat w Karmie przybył, by wspomóc proces budowy po zbudowaniu domu. Powiedział: zrobimy co chcesz. To ja wybrałem rury.

Zaczęło się od wołowego kopania pierwszych odcinków dołu. Później trzeba było rozplątać kilkadziesiąt metrów rury. Zabawy było huk.

rozplątywanie rury

Rura była długa i kręta. Wiła się niczym wąż boa.

w czym asystują dzieci

W pracy przeszkadzały chmary dzieciarów z apaczowym hałłakowaniem przemierzające stepowiejący trawnik ogródka.

układanie rury

pierwszy odcinek ułożony

wylot rury do rynny

Ponieważ w sezonie deszczowym działka ma tendencję do zamieniania się w grzęzawisko, postanowiliśmy przechwycić i odprowadzić na bok przynajmniej wodę deszczową z dachu.

krótka chwila odpoczynku podczas konsultacji technicznych.

Praca fizyczna przerywana była telefonicznymi konsultacjami z bawiącym gdzieś wśród ciepłych mórz południa Głównym Technologiem. Nawet, wydawałoby się, tak prosta operacja, jak zakopanie w ziemi długiej, żółtej rury, obfitowała w przeróżne zagwozdki.
kopalnictwo od frontu

kopalnictwo bis.

Przy okazji wykopków od frontu natknęliśmy się, na głębokości 1,5 szpadla, na rurę gazową, która podobno była na głębokości 1,5 metra. Albo się robotnikom coś pomyliło, albo może zbudowaliśmy dom na wypiętrzającym się górotworze?

ty, tu chyba jest rura gazowa...

Podczas prac pierwszego dnia na dwóch kopaczy zeszło 7 (słownie: siedem) litrów wody z sokiem i cztery litrowe cole (Amerykanie mówią na to “coke”, wymawiaj “kołk”).

no to przerwa w pracy.

zbliża się noc, a my ryjemy stwardniały grunt

Podniecone rozpierdówką dzieciaki zajęły się dewastacją samochodu transportowego.

dzieci podglądają nas z ukrycia

dzień następny, foto z kuchni

Dnia następnego ułożyliśmy pozostałe fragmenty rury. Trójnik, który miał rozwiązać problem spadku, sprawił nam chyba tyle kłopotu, co pozostałe roboty razem.

montaż trójnika

silokonowanie trójnika

zachetane mocowanie trójnika po raz drugi

no i się udało - można ciągnąć rury

Każda rzecz kiedyś się kończy. Wódka się kończy, podróż się kończy, tasiemka się kończy. Zatem i nasze męki też się w końcu skończyły.

ostatnie poprawki

Czego i Wam życzę.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 14:46

2007-12-19

Zaroiło się na budowie.

Święty Mikołaj (strefa łacińska), Dziadek Mróz (strefa pansłowiańska) i Cagaan Owgon (strefa postmongolska) wylądowali desantem u mnie na budowie.

W związku z tym niespodziewanie pojawiły się ekipy i pojedynczy fachowcy, żeby ze sobą konkurować.

Z dalekiej Skandynawii zjechał Cieśla i jego Martillos Hermanos. Jednocześnie, choć się nie umawiali, panowie o chłodnych i górnych nazwiskach zakończyli proces obróbki spóźnionej elewacji i nawet ją dostarczyli.

Elewacja rozładowana.

Rozładunek na plecach inwestora i jego młodszego brata trwał ze dwie godziny. W tym czasie hydraulik klął, choć nie miał do kogo. Drewno, mimo starań, wyszło śliczniutenieczkie. Nawet nie ma wielu sęków. Szkoda, że nie jest modrzewiowe. Jak inwestor zostanie milionerem, to sobie wymieni elewację.

Sosnowe drewno elewacyjne.

We wnętrzach tymczasem zaczął srożyć się glazurnik. Dla dobra sprawy czynił wylewki wyrównujące, co automatycznie zamknęło dostęp do domu dla wszystkich oprócz niego i kota, który żadnych zakazów nie uznaje. Jak wynika z lektur wspominej innych budujących, każdemu jakiś kot musiał podeptać wylewkę...

Wylewka wyrównująca w przedpokoju czyli wiatrołapie.

Tak czy owak, glazurnik szybki jest jak generał Pershing w formie pośmiertnego pomnika czyli rakiety. Zanim się obejrzeliśmy, już wyłożył salon płytkami.

Pierwsze kafle w salonie.

Pershing.

Wkrótce potem zakończył czynić kuchnię. Do świąt ma zamiar skończyć wszystkie podłogi.

Kafle w kuchni.

To nam daje jeszcze trochę czasu na obliczenia szczegółowe płytek na ściany. Mam nadzieję, że chociaż sam wybór mamy za sobą. Na dobrą sprawę, o ile nie są bardzo ohydne, da się żyć z dowolnymi płytkami, przecież za jakiś czas wszystko musi się opatrzeć. Ale ni ma letko: inwestorka szaleje po składach, kiedy tylko da radę zorganizować logistykę z dzieciarnią.

Tymczasem przyjechali cieśle i nie mieszkając, a ledwie pomieszkując, zabrali się do roboty. Tego samego dnia wieczorem już mieli nacięte łaty i pierwsza ściana szczytowa zaczerniła się wiatroizolacją.

Wiatroizolacja na ścianie szczytowej.

U mnie nie będzie jak na reklamie. Mam jeszcze dwa pełne zwoje wiatroizolacji innej firmy, a ona jest w kolorze białym, co oznacza, że fizyk powiedziałby “we wszystkich kolorach na raz”, a drukarz orzekłby, że “w braku koloru”. Zobaczymy, czy wystarczy.

Ledwie wczoraj udało nam się z inwestorką udać na ulicę Bartycką, która to jest Mekką remontujących i budujących w Warszawie i okolicach.

Inwestorka wybiera kafelki.

Jak się ma pieniądze, oczywiście, bo tanio tam nie jest, oj nie. I co? I nie kupiliśmy. Bo co? Bo się inwestorka co prawda zdecydowała na jakieś (z tej samej kolekcji, hiehiehie), ale nie wiemy ile. Wiem, wiem, głupio zrobiłem, ona jeszcze może zmienić z danie i na oborot się wszystko zacznie. Ale co poradzić?

Inwestorka w salonie - czy ty myślisz, że ja będę tu mieszkać?!

Aby po raz kolejny zdobyć jakieś rozeznanie w dziedzinie półek, półeczek, obudowy wanny i prysznica oraz posadowienia kibelka, udaliśmy się na plac budowy. A tam coś narosło na ścianie szczytowej.

Elewacja na ścianie szczytowej.

I się mi dosyć podoba. Chcę to pomalować na jakiś ciemniejszy kolor, tylko jeszcze nie wiem jaki.

Elewacja, a nawet szkielet okapu przyzbowego.

A hydraulik, rozumicie, nie może kontynuować, bo mu glazurnik zablokował dostęp wylewkami, świeżo położonymi kaflami…

A ja jestem zmęczony, w głowie mi się mięsza, mam kłopoty z zapamiętywaniem najprostszych rzeczy, w tym z ortografią. Samochodem jeżdżę jak emeryt-szachista, bo jakaś zasłona na wzrok mi padła. Cinżko jest, jak to na finiszu.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 09:46

2007-12-14

Znowu będzie wielki skok - czy już przedostatni?

Minął miesiąc niespiesznej dłubaniny, podczas której moja użyteczność na budowie sprowadzała się głównie do nocowania. Ale teraz znowu ma się zaroić.

Ale od początku, czyli od końca ostatnich wydarzeń:

Po pierwsze, zakopaliśmy szambo – nie moimi rękami, a wynajętych fachowców.

Zakopane w szambie.

Jak widać, kominek trochę wystaje – sie go przytnie, jak przyjdzie właściwa pora.

Nasza ukochana TPSA oczywiście po tym, jak wpuściłem ich techników na działkę, żeby naprawili tymczasowo zepsuty kabel, znowu mnie zlewa – czyż to nie wspaniałe? Zadzwoniłem do nich z ostrzeżeniem, że roboty ziemne się nie skończyły, ale co może mi powiedzieć konsultant ich call-center?

Co dalej? Udało mi się pozbyć nadmiarów wełny niemoralnej, przepraszam, mineralnej. Powziął je kolega, który również jak najtańszym kosztem remontuje chatynkę w Piastowie. Był bardzo zadowolony, bo przy okazji zakosił mi też drzwi przesuwne z recyclingu… Jak czytam sprawozdania innych zamieszczone na forum muratora, to dziwię się, że jakoś nikt się nie chwali takimi posunięciami, czyżby ludzie wszystko, co w danej chwili niepotrzebne, wyrzucali niezwłocznie na śmietnik? Taki już u nas dobrobyt? To ja poproszę o adres tego śmietnika…

Salon bez wełny.

Wylewka uczyniona przeze mnie osobiście pod brodzikiem została nareszcie odkryta.

Wylewka pod brodzikiem - to nie rzyg!

Nie wygląda jakoś wyjściowo. Ale to nie rzyg, tylko najprawdziwsza wylewka cementowa.

Zaroi się na budowie, oj się zaroi. Najsampierw, mam już na budowie kafelkarza, co wprowadziło trochę zamięszania, w szczególności u Pani Kapitanowej. Jej niespieszne przeżuwanie planów wystroju wnętrz gwałtownie zderzyło się z koniecznością niezwłocznego zakupu płytek i opracowania finalnej koncepcji kuchni i łazienki.

Kupiliśmy więc płytki podłogowe. Na większej powierzchni ma się znaleźć płytka gresowa 33,3×33,3 z Tubądzina o nazwie Tajga1:

Tajga 1

W kuchni, ułożona w karo leżeć będzie płytka gresowa 33,3×33,3 z Tubądzina o wdzięcznej nazwie Tai1:

Tai 1

Co do opłytkowania ścian w okolicach prysznica, wanny, a też fartuchów przy kuchennym zlewozmywaku i kuchence gazowej – prace trwają. Pomysły są różne, kwadratowe i podłużne, turkus mieni się purpurą... A tu trzeba w try miga obudować kominek, a stojak dopiero odbiorę w poniedziałek, czyli po weekendzie. Kafelkarz nie czeka, tylko zasuwa. Czasu mało. Coraz mniej. Ten glazurnik ma zamiar skończyć to pojutrze. Żartowałem. Pojutrze jest niedziela, tylko inwestorzy wtedy pracują.

Ale na tym nie koniec. Wczora z wieczora zadzwonił Cieśla, że w poniedziałek zwala się do nas wraz z Martillos Hermanos – jeżeli to nastąpi, to przed świętami będziemy mieć już elewację – tylko malować. Ma jeszcze zrobić schody i wykończenia koło okien – ale nie wiem, kiedy to nastąpi. Obym miał jeszcze wtedy pieniądze. Drewno, z którego ma robić elewację, jeszcze nie przyjechało. Jeżeli nic się nie zawali, pojawi się w sobotę z rana, czyli jutro.

Wydarzenia się zagęszczają. Gdzieś między nami a świętami ma się także pojawić pokrycie dachowe. Niestety, tego nie położymy przed wiosną – potrzebne się odpowiednie temperatury, żeby się kleje kleiły. Będzie to dachówka bitumiczna icopal:

gont papowy icopal

Mam nadzieję, że się nie odetnie kolorystycznie od kupionych zawczasu gąsiorów wentylowanych z Isoli…

Na pewno nie doczekam się na regulację drzwi. Tak przez nie ciągnie, że dom przez kilkanaście godzin potrafi, przy około zerze temperatury na zewnątrz, stracić nawet pięć stopni! Ciekawe, jak to się zmieni po wizycie Martillos Hermanos.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 15:47

2007-12-04

Drzwi balkonowe i kafelki.

W weekend zakończył się też długotrwały proces zamykania domu. Pojawiły się drzwi balkonowe. Zrobiło się jaśniej. Ale nie ciszej.

Dom na linii startowej wykończeniówki. Co i raz łazimy po pokojach, rozmawiamy, a co gorsza – kłócimy się. Jakie mają być ściany, co jeszcze można by zmienić...

Kuchnia

Co do kafli, to pomaleńku dojrzewają konstruktywne decyzje. Na podłodze będzie coś w stylu Opoczno Wood Brąz:

Opoczno Wood Brąz

I to możliwie na całej podłodze. Nie do końca jeszcze ustaliliśmy, co się znajdzie na ścianach. W kuchni chciałoby się Cersanit Malta Beige czyli beż:

Cersanit Malta Beige

Cały czas nie ustaliliśmy, jak obłożyć ściany w łazience. W sraczyku pod schodami zdecydowaliśmy się nie kłaść kafelków, jako że są farby wodoodporne, które wystarczą na tego typu wnętrze. Oczywiście w hydroforni położymy wszelkie resztki, tam wygląd nie ma znaczenia.

Z okazji, że byłem nieuważny, mamy też czarną plamę na ramie okna w łazience. Na szczęście nie doszło do nieszczęścia. A jakby nawet doszło, to akurat jest to najmniejsze okienko, więc da się wymienić za stosunkowo niewielkie pieniądze. A tak – mamy kilka lat, żeby zdecydować, czy wymieniamy, czy się jednak przyzwyczaimy.

Monterzy zamontowali ostatnie okno w ścianach tego domu, czyli drzwi balkonowe, a w naszym wypadku werandowe. W salonie i jadalni zrobiło się jaśniej.

Drzwi balkonowe widok z ogródka.

Widok psuje ciągle tylko kupa wełny, która zalega na środku salonu.

Drzwi balkonowe widok z salonu.

A w ogóle, to mi cała ta budowa leci z rąk. Degrengolada mię ogarła. Czuję się zmęczony i spragnion wakacyj. Najlepiej, jakbyśmy sprzedali dzieci na giełdzie i wybrali się z połowicą na długą samochodową wycieczkę, gdzieś po zimnych krajach Europy. Detalicznie marzy mi się Nordkap w Norwegii. Eh…

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 15:05

2007-10-24

Gotowa płaszczyzna podrurowa.

Koniec ze styropianem. Nareszcie koniec. Odliczam dni do wylewek. Niech to się wreszcie skończy.

Salon w styropianie

Pora skończyć grzebanie w styropianie, a zacząć układać rury ogrzewania podłogowego. Tak, tak.

Korytarz w styropianie

Bo my w tym bieda-domku mamy zamiar zainstalować sobie, rozumisz pan, ogrzewanie pałacowe, dziś, w czasach pluralizmu społecznego i równania w dół nazwane podłogowym.

Rury w technicznym pomieszczeniu.

Zakończone prace w styropianie ukrywają czerwono-niebieskie sploty rur wodnych, centralnego ogrzewania oraz innych, przykryte wierzchnią warstwą tej pianki zwanej polistyrenem ekspandowanym lubo spienianym.

Sowa w kuchni.

Tygodnie pracy na kolanach.

Stojak pod kocioł

Tak wygląda stojak, na którym Główny Technolog, jak już wczesniej wspomniałem, zamiaruje podwiesić rozdzielacze oraz postawić zbiornik czyly zasobnik warstwowy oraz kocioł czyly piec. Gazowy. Czy już wspominałem, że nie znoszę tych $%*@#&%$ monopolistów z gazowni? Przez nich jednakowoż albowiem chyba nie da się postawić choinki świątecznej w tym roku w naszym nowym gnieździe rodzinnym.

Deski podłogowe

Chłopaki-harpagany w wolnej chwili poukładali z takim trudem wrzucone przez nas na poddasze deski podłogowe z drewna modrzewiowego. Teraz wyglada to jako-tako, więc można uwiecznić na fotografii.

Deski podłogowe

Hydrofornia pod spocznikiem schodów czeka. Na swoją kolej. Na hydraulika, który te wystające kufy pospina tak i owak, i w ten sposób powstanie System. Bo nie Układ.

Rury w hydroforni czekają na hydraulika

A te sploty kabli, to kiedyś, za niedługo, będzie szafka rozdzielcza elektryfingancji. I przyjdzie pora na przykręcania gniazdek, włączników lubo wyłączników, wkręcanie żarówek…

To będzie rozdzielnia elektryfingancji

Eh… Kurteczka… Tylko kiedy to ma nastąpić? Ta przeprowadzka?

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 15:17
dalej »»

Strona stworzona przy pomocy WordPress
© Flamenco108
Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress

Użyszkodnicy10|| Wpisy108|| Słowa we Wpisach44620