Zapiski na zimno o budowie domu.

2008-04-15

Wielka przeprowadzka - czy już ostatnia?

Mieszkamy już w nowym domu. Dwa lata koczowania po wynajętych mieszkaniach. Teoretycznie koniec to naszej tułaczki. Jednakowoż cały czas nie ma mebli, kuchni i (o zgrozo!) internetu.

Jak wspomniałem, w przeprowadzkach nabraliśmy już niejakiej wprawy. W szczególności moja najlepsza z żon, potrafi zarządzić pakowanie w jeden dzień tak, że pozostaje już tylko kwestia transportu. Tym razem z resztą rozwiązana bardzo korzystnie, bo przy pomocy ciężaróweczki – jednym kursem wszystkie resztki, na których koczowaliśmy w ostatnim mięszkaniu.

Czyli przeprowadzka okazała się dosyć łatwa. Trudniej jest się zasiedlić. Zgodnie z moimi wcześniejszymi przewidywaniami, pucowanie terenu wydarzyło się trzykrotnie, zanim dzieci zostały wypuszczone na kafle. Dzięki temu Główny Technolog miał więcej czasu na kalibrowanie podłogówki.

Tutaj mały hint (czyli podpowiedź): kiedy napełniacie wodą instalację CO, otwórzcie zawory regulujące przepływy w rozdzielaczach. To bardzo pomaga wodzie rozpłynąć się po całej instalacji. My o tym na czas nie pomyśleliśmy i dzięki temu co prawda beton dłużej się wygrzewał, ale i kilka ćwieków sobie do czaszki nabiliśmy.

Tak czy owak, przeprowadzkę można uznać za udaną. Przyjaciel pomógł przetransportować co cięższe szafy. Wrzuciliśmy pudła z rzeczami do budynku i nazwaliśmy go domem. A potem przyszedł wieczór i trzeba było wykompać (znaczy, wykąpać, żesz ta komputeryzacja…) przychówek.

Pierwsza kąpiel

Widać tu, choć się z tym nie afiszujemy, że pianka jeszcze nie odcięta z drzwi.

Pierwsza kąpiel.

Starsza, jako bardziej dyplomatycznie nastawiona, szybko dostosowała się do sytuacji i wypróbowała nowe-stare łóżeczko. Nowe, bo przez ostatnie półtora roku spała w tym drugim, a stare, bo wcześniej spała w tym pierwszym. Rozumiecie?

Nareszcie mam własny pokój...

Młodsza jest mniej elastyczna, ale za to skora do pomocy. Wywalanie rzeczy z pudeł – to jest to!

A gdzie moje buty?

W związku z tym radosny (bo tak się go wspomina po latach) rozgardiasz trwał prawie do północka. Tym bardziej, że podłoga ciepła i można biegać boso.

Po tej podłodze można biegać boso.

Tatuś?

Pinokio?

Pinokio?

Tatuś?

Dziś skoro świt o piątej rano (niektórzy mówią “nad ranem” – to ci, którzy nie muszą rano wstawać) śpiąca królewna znowu była rozkoszniaczkiem i aż się chciało zapomnieć, co wyprawiała poprzedniej nocy. Ale ja mam dobrą pamięć.

Śpiąca królewna dziś o piątej rano (niektórzy mówią

Mieszkamy na razie w salonie, pośród krzeseł z odzysku, ale i tak jest fajnie. Nareszcie u siebie.

Mięszkamy w saloonie.

Tymczasem Główny Technolog Budowy przyjął na priorytet zabudowę kuchni, której nie mamy. Wyszło albowiem, ponieważ, że chyba (bo dopóki woda nie popłynie, to zawsze będzie “chyba”), czyli nie na pewno, ale prawdopodobnie rurki wodne do zlewozmywaka i zmywarki w kuchni oraz do pralki (w pralni?) odchodzą od pionu biegnącego na poddasze. I woda przez nie nie leci. Czyli trzeba je najsampierw zagwoździć tam, na górze, żeby móc odkręcić zawór – wtedy poleci. Powoduje to zrozumiałe opóźnienia w harmonogramie robót.

Główny Technolog

Jadalnio-kuchnio-suszarnia

A coraz trudniej będzie skończyć kuchnię, albowiem Tai-tai się mości z rzeczami, których nie ubywa.

Niegotowa kuchnia.

Tymczasem przyniósł kamerę termowizyjną, dzięki której mogłem oblecieć dom i popatrzeć, gdzie ciepło ucieka – nie rozumiem, dlaczego, ale ściany wyglądają na podejrzanie ciepłe. Czy ktoś ma jakieś pomysły? Bo ja mam kilkanaście.

















Salon, okno szczytowe i telewizor.Salon, okno szczytowe i telewizor Z zewnątrz - drzwi i okno salonu.Z zewnątrz – drzwi i okno salonu.
Szczyt zachodni i okno szczytowe. Widać izolację fundamentu.Szczyt zachodni i okno szczytowe. Widać izolację fundamentu. Szczyt zachodni. Widać okno i słupki werandy.Szczyt zachodni. Widać okno i słupki werandy
Okna ściany północnejOkna ściany północnej. Największe okno - salonowe.Największe okno – salonowe
Drzwi wejściowe.Drzwi wejściowe. Dach zimny, ściany cieplejsze. Czemu okno dachowe najzimniejsze?Dach zimny, ściany cieplejsze. Czemu okno dachowe najzimniejsze?
Jeszcze raz drzwi wyjściowe i okno salonu.Jeszcze raz drzwi wyjściowe i okno salonu.

Nie ma telewizji (złapaliśmy tak zwany program pierwszy telewizji polskiej, dobrze przynajmniej, że nie drugi), nie ma internetu, książki w pudłach – jak teraz żyć?

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 09:27

2008-04-04

Koniec wielkiej budowy.

Tak. Wczora z wieczora odtrąbiliśmy koniec wielkiej budowy. Skończyły się grube roboty budowlane, pozostała dziubdzianina i schody do zrobienia. Trzeba zacząć mieszkać.

Dekarze w spokoju ducha i zupełnie bez pośpiechu pchnęli robotę korzystając z bezdeszczowych okoliczności klimatu.

Dekarze na dachu

Z przygód, do których zdążyłem się już przyzwyczaić przez ostatni rok, wydarzyła się tylko szybka wycieczka po gwoździe papowe typu, który się nie pojawia w pobliskich składach budowlanych. W ten sposób miałem ponad 70km do pracy, prawie wszystko po mieście. Jak w Mexico City…

Gotowy dach pyszni się po północnej stronie

Ale w końcu nadszedł ten długo oczekiwany dzień, kiedy dach się ostatecznie zazielenił, kiedy mogliśmy sobie z Głównym Technologiem powiedzieć: ufff. Bo nie mieliśmy nic bardziej istotnego do powiedzenia.

Dach gotowy trochę bliżej.

Do przeprowadzki pozostało nam już tylko podłączyć kocioł (serwisant się nie pojawił nie podając przyczyny), wstawić drzwi do pokoi na parterze (brat budowlaniec wskazuje to jako jedyną skuteczną metodę zakończenia wykończeniówki), położyć wykładziny – i sprzątać, sprzątać, sprzątać. A potem można już wstawiać meble.

Elewacja południowa z gotowym dachem.

Czy w tym szczytnym momencie, kiedy wieńczą się trudy całorocznego znoju i mozołu, Inwestor budowy coś czuje?

Tak, Wysoki Sądzie, czuje znużenie. Nie ma jakiejś silnej satysfakcji, radości. Jest tylko smutek, bo konto czyste, a potrzeba jeszcze parę tysięcy, żeby zakończyć budowę wentylacji i schodów – acz do zimy zostało jeszcze trochę czasu. Jest takie dziwne uczucie nietrwałości tej budowli, którą wznieśliśmy, bo znam każdy jej bebech, patrząc na pobieloną ścianę widzę w środku stalowe kątowniki, wełnę mineralną i kable. Prześwietlam wzrokiem kafelki i widzę betonową wylewkę z ukrytymi wewnątrz niej rurami ogrzewania podłogowego. Pod nią pa cichońku ugina się styropian i wetknięte weń przewody i rurki przeróżne, różniste. Niżej betonowa płyta spoczywająca na piaskowej poduszce. Czy kiedyś zapomnę o tych drobiazgach i będę mógł się cieszyć błogą nieświadomością, z czego ta chałupa została zbudowana?

Zaczęło się niewinnie, od pomysłu zdewastowania kawałka działki:

na początku

tak to było na początku

Aby dziś osiągnąć taki oto stan:

tak na końcu

A cała historia zapisana jest tutaj.

A na razie pozostaje tylko szykować się psychicznie na kończące prace na parterze dziubdzianki, a to tu domalu, a to tu przykręć gniazdko… Ah, no tak. Jeszcze trzeba obszyć cały patch-panel i gniazdka komputerowe, żeby sieć zaczęła fungować. I kable na komin wyrzucić, żeby można się było antenką do internetu wpiąć. I antenę telewizyjną zamontować, żeby w zimowe wieczory nie musieć chodzić do letniaka rodziców.

A na razie tkwię gdzieś nad Zalewem Zegrzyńskim, bo mnie pracodawca wysłał na szkolenie. Ratunku! Hilfe!

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 15:38

Strona stworzona przy pomocy WordPress
© Flamenco108
Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress

Użyszkodnicy10|| Wpisy108|| Słowa we Wpisach44620