Zapiski na zimno o budowie domu.

2008-03-31

Dziury w dachu typu okna.

W przedprzeprowadzkowym szale pojawiają się małe zakłócenia rytmu tak świetnie się układającej bajki – dachowcy nie przestają pracować i trzeba było w trybie natychmiastowym zakupić i osadzić okna dachowe.

okno dachowe północne

Po deszczowym dniu nadszedł słoneczny i można było dokończyć dziurawienie dachu bez większych strat. Muszę powiedzieć, że wbrew rozsądkowi miałem nadzieję, że te okna znajdą się jakoś tak bardziej pośrodku dachu.

okno dachowe północne

Efekty pracy panów dekarzy najlepiej widać na szczytach, które już są w miarę ukończone. Znaczy się, może im jeszcze brakuje obróbek na parapetach górnych okien – może.

szczyt zachodni

Ale poza tym już wszystko jest. Oprócz oczywiście otynkowania dolnej części ściany. I obsypania ziemią. I zasadzenia trawniczka. Kupa roboty przed nami…

szczyt zachodni

Tymczasem dla poglądowości tematu zamieszczam zdjęcia instruktażowe, które w zamyśle mają objaśnić nasz zamysł dotyczący ocieplenia dachu.

przekrój przez dach

Oto 30cm wełny mineralnej (20cm w krokwi + 10cm dalej), zakończone 5cm styropianem, folią i wreszcie płytą G-K. Musi być ciepło. Gdybym miał lepsiejszy aparat, pstryknąłbym zimowy obraz dachu, gdzie na krokwiach śnieg już snadnie stopniał, a pomiędzy, gdzie zamiast drewna była wełna, cały czas się trzymał.

przekrój przez okno

A cała zasługa w montażu okien powinna pójść na ręce Głównego Technologa, któren w ten sielski weekend spędził godzin kilkoro w paradoksalnej sytuacji, kiedy jednocześnie był w domu i poza domem.

Poniżej dolna część Głównego Technologa wykazująca tendencje domatorskie…

dolna część Głównego Technologa

... A tu poniżej górna część Głównego Technologa z włączonym szwendaczem.

górna część Głównego Technologa

A tak wygląda wyrafinowana aparatura do napełniania instalacji CO firmy Leyeck.

lejek do napełniania instalacji CO

Jeszcze tylko trochę malowania, sprzątanko, osadzanko drzwi – i przeprowadzka!

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 14:50

2008-03-27

Mamy gaz!!!

I właściwie tyle można by w tym temacie napisać. Ale z tego wynikają tak zwane implikacje.

Na przykład taka, że ustaliliśmy wstępnie przypuszczalny ostateczny termin prawdopodobnej przeprowadzki. Ma to być zatem drugi weekend kwietnia i okolice. O ile oczywiście uda się zapiąć kilka luźno zwisających okoliczności, a mianowicie:

  • Musi przyjechać serwisant Broetje i odpalić kocioł.

  • Kocioł musi odpalić.

  • Musimy zdążyć zamontować drzwi do łazienki i dwóch sypialni.

  • Musimy zbudować jakąś zagrodę, żeby się dzieciska po terenie budowy nie pałętały.

  • I parę innych spraw, o których zapomniałem.

  • Oraz inne.

Do pomalowania pozostało jeszcze pomieszczenie tak zwane techniczne bądź gospodarcze, czyli sypialnia dla Kociołka Stanisława i Pralki Mieczysławy. Trzeba będzie uprzątnąć te stosy narzędzi i różnych “może się przyda” dziwnych elementów i kawałków. Zakupioną (najtańszą) wykładzinę podłogową ułożyć w sypialniach i gabinetach. Odkurzyć. Jeszcze raz odkurzyć. Potem znowu odkurzyć. Ustawić jakąś prowizorkę w kuchni, żeby się dało gotować. Ah! Przecież jeszcze nie podłączyliśmy zlewozmywaka, nie wspominając już w ogóle o zmywarce!

Kupa roboty przed nami, nie wiem, czy się uda przeprowadzić przed najbliższą Wielkanocą...

Post Scriptum:
Nagle i niespodziewanie okazało się, że ten wpis ma numer 108. Ponieważ albowiem niezwykły sentyment żywimy właśnie do tej liczby, z okazji okrągłego numeru wpisu publikujemy obrazek, który niech Państwu rozjaśni ciemności wiosny:

Marpa Tłumacz

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 09:24

2008-03-18

Do przeprowadzki jeden krok…

Jeden jedyny i nic więcej… Naprawdę. Zostały nam już nie miesiące, ale najwyżej tygodnie, a i to z powodu braku pośpiechu aktualnie. A za kilka dni ma się w rurze pojawić gaz, czyli ściśle i nieodwołalnie finiszujemy.

Co wprawia w bardzo dobry, choć czarno-biały, humor szanownego Inwestora.

Wesoły inwestor

Skomplikowana aparatura rozprowadzająca wodę demineralizowaną już gotowa na przyjęcie swoich zadań.

Rozdzielacz CO

Kociołek Stanisław aż drży, spięty w oczekiwaniu na pierwszy łyk gazu.

Kociołek Stanisław.

A łepetynę przybrał najdroższym kawałkiem stali nierdzewnej, jaki w życiu spotkałem.

Najdroższa rura kominowa

Rozdzielacz wody już nam służy od jakiegoś czasu, zasilając w zimną wodę kibelek.

Rozdzielacz wody

Tymczasem pojawili się fachowcy od dachu. Pogoda wprawdzie mocno nie wyjściowa, ale powolutku dom powleka się powłokami ochronnymi, typu najsampierw obróbki.

Pierwsze obróbki czyli drugie - wschodnie

Które to kawałki blachy zakupiłem rzutem na taśmę za wcale niemałe pieniądze i wcale nie blisko od placu budowy.

Tak wyglądają obróbki przed montażem

Fachowcy posiedzieli na budowie dwa dni i przez ten czas ułożyli prawie wszystkie nie położone obróbki. W tym czasie nastąpiło jeszcze kilka rzutów na taśmę, bo się okazało, że nie zaplanowaliśmy obróbek komina i paru innych drobiazgów.

Obróbki kierunek zachodni

A potem się zwinęli i pojechali. Wygląda na to, że przed świętami się nie pojawią, bo prognozy pogody opłacił jakiś wróg IV Rzeczpospolitej…

Obróbki zachodnie położone

Nie zapominajmy, że oprócz obróbek w trybie natychmiastowym kładą się też rynny. Zgroza polarna mię ogarnia, jak pomyślę, że musimy jeszcze wykopać kilkadziesiąt metrów dołków pod rurę odprowadzającą wodę odrynnową... Czyli wodę zdachową.

Obróbki na daszku i pierwsze rynny

Tymczasem, w ramach psychicznego przygotowania do wyprowadzki do polskiego Hollywood, inwestorki uczestniczą w terapeutycznych spacerach po działce.

Inwestorki na spacerze

Czyli podsumowując: cały czas coś się dzieje i nie jest wcale nudno.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 11:27

2008-03-03

Biel wszechogarniająca

Trzy dni urlopu na cele artystyczne przyniosło konkretne owoce. Biel pomału ogarnia cały parter mieszkalny. Trochę jeszcze zostało, ale zdążymy przed przeprowadzką.

Razem z łazienką trudziłem się nad malowaniem naszej sypialni. Jak pisałem wcześniej, purchle, czyli odłażąca farba, spowolniły proces malowania, w mojej ocenie przynajmniej dwukrotnie, za to zwiększyły poziom mojej frustracji, który, zważywszy zmęczenie ciągnącą się od roku budową przekroczyła niedawno poziom zerowy. Ale wreszcie udało się pomalować sypialnię i w efekcie została zamieniona w magazyn tymczasowy na różne śmieci niezbędne na budowie.

master bedroom pomalowany i zamieniony w warsztat.

Razem na najlepszą z żon zaczęliśmy od jej buduaru, który tymczasowo, jak to w haremie, ma pełnić rolę pokoju dla dzieci. Znowu purchle, ale w kompaniji zawsze weselej. Ja parłem naprzód powierzchnie przy pomocy dużego wałka, ona mniejszym robiła domalki i różne kanty. Później moja wchodzić na drabina i pędzelkiem malować pod sufit i kole czujka.

Buduar też pomalowany

Kiedy biel rozpełzła się i po kuchni, przenieśliśmy do niej przeznaczone dla niej mebelki. Widok taki od razu uświadamia, że nie jest to wcale duże pomięszczenie.

I kuchnia też pomalowana i z mebelkami.

I oto nie mieszkając, bo gdzie tu mieszkać, skoro jeszcze nie pomalowane, a i gazu ciągle ni ma, przystąpiliśmy do malowania salonu. Najsampierw jednakowoż odwiedziliśmy instytucję o wdzięcznie brzmiącej nazwie PINB (do sysadminów: nie PING), żeby tam oczywiście nic nie wskórać. Pani urzędniczka wyparła się tego, co tydzień wcześniej powiedziała mojej Matce, kiedy ta składała tam dokumenty. I co? I nic. Taki malutki jesteś przed majestatem urzędu. Czekaj, taki Twój los, Ziemianinie.

Zatem, aby odegnać smutki, raźno zabraliśmy się za salon i jadalnię.

W salonie też biało, że jejku.

Tamże purchle obrodziły niczym purchawki po deszczu. Zeszło bodaj pół sufitu. Co nakładam warstwę, to odlatują kolejne. No to znowu mieszaj gips, w koło, w koło, Macieju, szpachluj, zacieraj, czekaj, aż wyschnie, szlifuj, zamalowuj. A przy następnej warstwie nowe purchle – w nowych miejscach.

Jadalnia też pomalowana.

Ale w końcu to są salony, tu się liczy efekt, przecież gościom dziurawych ścian nie pokażę, kurka wodna. Cokolwiek bym nie myślał o gładkich ścianach, jestem, Drogi Czytelniku, zwolennikiem stylu wykończeniowego typu “schronisko górskie”, czyli najlepiej na ścianach mogłyby być deski z nieostruganego drewna i już. Gdyby mi się chciało, to bym je pomalował. A jak się chce powiesić obrazek, to się wbija gwóźdź tam, gdzie komu wygodnie. A jak się obrazek tam znudzi, to się bierze obcęgi, albo łapkę i się gwóźdź wyciąga. Nie ma problemu z kruszącymi się narożnikami, łuszczącą farbą. Jest czysto, ale nie ZA CZYSTO - nie strach oprzeć rękę o ścianę, że się zabrudzi ściana. Czasem może to spotkać rękę, ale – takie jest życie. Nie trzeba pieczołowicie gipsować, szlifować, malować... Tylko co poradzić, że nikt poza mną tak nie lubi?

W związku z tym zacinam zęby i godzę się mieszkać w czymś pomiędzy kostnicą i szpitalem – kafelki i gładzie. Trudno. Nie można mieć w życiu wszystkiego.

Nowa ściana już zagipsowana.

Po przykręceniu ostatniego kawałeczka ściany i zagipsowaniu, do pomalowania pozostał nam korytarz i przedpokój, czyli sień, czyli wiatrołap.

Korytarz czeka na szlify i malowanie.

Tymczasem Główny Technolog robi to, co lubi najbardziej, czyli mierzy się na rękę z technologią. W efekcie tych utarczek w naszej łazience pojawił się kibelek. Nie podłączony na razie do wody, albowiem ze ściany wystaje kranik 1/2 cala, a z kibelka 3/8 cala. Bo przecież nie może być łatwo i po prostu, bo ktoś by mógł pomyśleć, że sam to może zrobić.

A w łazience pojawił się kibelek.

A woda już jest. W hydroforni od pewnego czasu szumi sobie pompa i napędza wodę. W wannie dzięki temu można już umyć ręce i wałki malarskie.

A w hydroforni szumi hydrofor.

A miejsca zostało jeszcze trochę, żeby w razie potrzeby mógł się tam zmieścić hydraulik z narzędziami. Oby nie musiał.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 09:52

Strona stworzona przy pomocy WordPress
© Flamenco108
Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress

Użyszkodnicy10|| Wpisy108|| Słowa we Wpisach44620