Zapiski na zimno o budowie domu.

2007-06-26

Przerwa technologiczna.

W najbliższym tygodniu czeka nas przerwa technologiczna, czyli nie będzie ekip pałętających się po budowie. Będzie okazja posprzątać.

osb na ścianie

Oprócz sprzątania pozostało jeszcze trochę roboty, na którą szkoda fachowców: dokończyć stężanie budynku przez dobijanie więcej gwoździ w płyty OSB - dotychczas nabiłem tyle, ile dosięgłem z ziemi, pozostało jeszcze… Policzmy… ok. 2m wysokości, ok. 43m długości… To daje ok. 86m2 powierzchni, podzielić przez pole płyty OSB, to będzie ok. 28. Na każdą płytę bijemy na skraju co mniej więcej 5-6cm gwóźdź, a w środku co 10-15cm. Obwód płyty wynosi 7,5m. 2,5m długości płyty pokrywa ok. 4 segmenty konstrukcyjne, czyli daje to 3 rzędy gwoździ w środku na długości 1,25. 7,5m/0,06m=125. 1,25*3/0,15=25. Czyli 150 gwoździ na płytę. Płyt ma być 28, co daje w sumie 4200 gwoździ. Nawet uwzględniając, że mamy na myśli połowę tej liczby (odpadają okna, szpary, nie schodzące się na konstrukcji skraje płyty, ucięte kawałki płyty), czyli 2100, jest to niemało. Licząc po 20 sekund na gwóźdź wychodzi nam prawie 12 osobogodzin pracy przy samym wbijaniu, nie licząc konieczności przestawiania drabiny i innych przyjemności.

Byłbym zapomniał. Co prawda inwestor dopełnił obowiązku i urządził oblewanie ostatniego dnia konstrukcji, ale wtedy nie pojawiła się wiecha. Chłopaki niespodziewanie zawiesili ją na koniec deskowania dachu. Widocznie w ich stronach taka tradycja. A tu jak na złość – skończyło się piwo…

wiecha

sciana E

Ekipa od betoniarzy zajmowała się przez ostatni tydzień popychaniem różnych robótek, które podczas budowy samego pudła wydają się mniej interesujące, ale przecież nie mniej ważne – a to dołek pod rury wykopać, a to dach papą pokryć, a to wylać słupeczki pod werandę... Tym razem pracowali wolniej niż podczas prac fundamentowych, a i wzięli więcej. Relatywnie.

papa na dach

dachprawie

prawie dom

Najgorsze, że trzeba na placu budowy nocować i pilnować, żeby lokalna żulia nie zachachmęciła drogocennych materiałów budowlanych, których nagromadziło się – huk! A tymczasem rodzina cierpi i płacze z tęsknoty. Nie ma letko. Ta budowa rzuca się na czaszkę jak tygrys na malowane wrota…

nabijają

prawie prawie

prawie dach

inwestor

technolog

Na ostatnich obrazkach powyżej inwestor i Technolog trzymają na przemian w ramionach spłakaną rodzinę. Wejście ładnie się komponuje, prawda?

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 13:00

2007-06-22

Pudełko się zamyka…

Pomimo starań obu ekip prace posuwają się do przodu. Dziś spodziewam się zobaczyć dach pokryty papą i pudełko domu całkowicie zamknięte płytą OSB.

froncik

Daszek nad wejściem wygląda ładnie i nie ganeczkowato. Pisałem już, że nie podobają mi się ganki.

od garazu

ganek?

nabijanie

Cieśle nabijają płytę OSB na konstrukcję. Ma to znaczenie przede wszystkim dla stężenia ścian, czyli usztywnienia domku, żeby przestał się trząść jak jaka kleć.

weranda

Słupki werandy dają pojęcie o jej wielkości. Nie żałowaliśmy sobie. Będzie miała powierzchnię większą niż kawalerka, w której przedtem mieszkaliśmy.

widok z domq

obiboki

Druga ekipa zajęta jest głównie papieniem na dachu. Niestety, współczesna młodzież ma genetycznie zakodowaną odporność na pracę i stąd młodzi ludzie na dachu zajęci byli głównie plotkowaniem. Jak to mówią, my udajemy, że pracujemy, oni udają, że płacą. Zobaczymy, ile im ich majster zapłaci.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 12:55

2007-06-20

Dach na ukończeniu.

Na budowie znowu zawrzało. Łącznie w tym tygodniu kręci się po placu dziewięciu chłopa w dwóch ekipach. Jedna na ziemi, druga w powietrzu.

Freddy Kruger, Pablo de la Pilla, Adalbert z Planche oraz Jarosław z Drzewa. Dobili ostatnie deski dachowe.

dach

dach

Ekipa pod kierunkiem majstra, który wcześniej robił dla mnie fundament tymczasem cudowała ze słupkami werandy i dłubała inne drobiazgi, jak np. kostka w magazynie budowlanym.

garaz

A my z Głównym Technologiem zajęci byliśmy zabezpieczaniem frontu robót.

szczyt

poddasze

Dom przykryty dachem stał się bardziej przytulny. Na poddaszu zrobiło się mroczno i znikło uczucie, że zbudowaliśmy stodołę.

poddasze

szlaczek

Ostatnie spojrzenie na gustowny szlaczek – pomysł majstra stężający strop ze ścianą szczytową.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 12:21

2007-06-19

Koszmarne dachowanie

Piszę ten rozdział trochę poniewczasie i na zimno, ale co poradzić, kiedy wcześniej czasu nie było. A i teraz nie ma go zbyt wiele. Krótko mówiąc – dachowaliśmy. Cały czas.

sciana w

szczyt

Ekipa po zbudowaniu szkieletu raźno zabrała się za nabijanie desek dachowych.

zaczynamy dach

wieczorem

Nie jest to taka sobie prosta sprawa. Jak to zwykle na budowie, wylazło parę spraw, których nie przewidzieliśmy. Na przykład, okazało się, że nachylenie dachu (wynegocjowałem u architekta zniżkę o 5 stopni, chciał 45 stopni, a wyszło 40 stopni) jest całkiem spore, a strugana deska dachowa nie stanowi dobrego podłoża dla butów. Czyly ślyisko. A przez to ciutek nieprzyjemnie. Do tego dokuczał nam skwar i spiekota. Najbardziej odczuwali to chłopcy, którzy wzięli na się zaszczytną misję nabijania deski dachowej – spędzali długie godziny na dachu, gdzie temperatura w słońcu sięgała zapewne 50 stopni. Jednego dnia sprawdziliśmy, ile wypili od rana do południa: wyszło po 5 litrów na głowę. Faktycznie, koszty napojów bezalkoholowych zajęły poczesne miejsce w moim kajecie wydatków za ten okres.

prace w salonie

Prace przygotowawcze koncentrowały się na terenie salonu i korytarza. W sypialniach i łazience zgromadziłem (tymi ręcami) zapas wełny mineralnej.

f

Majster wykazał się maestrią w graniu na pile mechanicznej, kiedy przyciął równiuteńko zakończenia krokwi pod pas deski wiatrowej. Przy okazji zużył materiał przeznaczony na dach, co zapewne skróciło moje życie o kolejne kilka dni z powodu stresu. Za to deska wiatrowa wyszła ładniejsza niż to sobie zaplanowaliśmy ongi, hej tam, w listopadzie ubiegłego roku, kiedy tworzyliśmy z Głównym Technologiem zestawienie drewna do konstrukcji domu.

a

x

Daszek nad wejściem okazał się ładniejszy i większy niż to sobie wyobrażałem. Podobno nie koniec zaskoczeniom… Tu się zwierzę: myślałem, że dom budujemy trochę mniejszy. Cały czas nie mogę się pozbyć wrażenia, że postawiliśmy stodołę. Ale daszek nad wejściem ładniutki. Nie gankowaty. Nie znoszę tych pseudoszlacheckich ganków frontem do ulicy. Co one niby mają mówić? Bo przecież nie służą niczemu – nie stoją na nich fotele bujane, ni stoliczki wiklinowe przykryte koronkowym obrusem, a na nich szklany dzban limonady, packa i martwe muchi… Wszystko, co tam się znajduje, to wycieraczka i czasem też miotła do zamiatania ścieżki.

Moja tymczasem zajmowała się kosmetycznymi drobiażdżkami: nabijaniem gwoździków-papiaczków na krokwie od wewnętrznej strony, zaczepianiem drutów na nich, żeby powstała sieć, na której spocznie wełna niemor… tfu, mineralna… Stop! Przerwać prace, prawi majster. Przyspieszamy deskowanie, omijamy upychanie wełny, czas się kurczy. Ocieplenie poczeka.

druty

biją dechy

pierwsze deski

Układanie dachu miało się odbywać etapami: najsampierw wiatroizolacja, kontrłaty, nabić pas desek, później na to papa podkładowa i wreszcie stuku-puku papiaczki w koszulkach czyli z podkładkami.

warstwy

wełna na poddaszu

płaszczyzna

Ale czas ciągle się kurczył, czyli ubywało go. Nie pomagało wygnanie na dach kolejnych ochotników.

akrobaci

Warunki pogodowe, tak sprzyjające wszelkim pracom budowlanym stanowią antytezę warunków niezbędnych do układania papy. Niestety, papuchnę można układać tylko w warunkach skrajnie średniej, w żadnym wypadku średnio skrajnych. Udało nam się zainstalować dwa pasy tej szlachetnej powłoki i odpuściliśmy sobie. Na razie.

papa

pasy

papiaki

Czas płynął potem i deskowania na dachu z wolna przybywało.

widoczek

zbliżamy się do kalenicy

Zbliżał się piątek, kiedy majster klepka miał się zwijać ku Arktyce, a tu dach nie powleczony drewnianym welonem… I do tego lunęło… Katastrofa. Albo żar i spiekota, że aż papa kapie, albo burza i deszcz, że płakać się chce. Na szczęście rośnie godny następca – Freddy Kruger, mistrz piły mechanicznej, maestro tańca na krokwi. Zobowiązał się dokończyć. Pod jego kierunkiem ekipa ma kontynuować prace do tzw. oporu – ich, okoliczności zewnętrznych lub mojego.

kruger

znowu kruger

pablo

Na dachu sekundował mu uciekinier z Meksyku, Pablo de la Pilla.

widoczek

akrobaci

Aż przyszedł ten dzień. Zainaugurowaliśmy salon w ramach skromnej, kameralnej uroczystości. W ten sposób przekonałem się, że w rzeczywistości nie da się tam ustawić stołu w poprzek pomieszczenia.

uroczystość

Ekipa pojechała, przyszedł ranek, kolejny etap negocjacji z panem od okien, lekki kac i wielkie niewyspanie.

rankiem

rankiem

Dobranoc.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 08:37

2007-06-12

Mamy daszek nad wejściem - na razie ażurowy.

Dzień wczorajszy zaczął się podejrzanie lekko, łatwo i przyjemnie. Stresowałem się bez przerwy w pracy, oczekiwałem aż gruchnie to nieszczęście, które ma zwyczaj pojawiać się w najmniej spodziewanych momentach.

I się doczekałem.

Najsampierw odbyłem spotkanie robocze z panem Markiem Haberką, który najwyraźniej zostanie naszym dostawcą okien. Jest doskonałym – i pierwszym podczas tej budowy – połączeniem idealnych cech sprzedawcy i człowieka. Jest zupełnie normalny i ma zamiar sprzedać mi tylko to, co jest mi naprawdę potrzebne. Aż dziw bierze, że jeszcze tacy sprzedawcy istnieją, przecież nowoczesny rynek zajmuje się już od dawna tylko wciskaniem kitu frajerom, a ich późniejsza satysfakcja (a właściwie jej brak) pozostaje w gestii sądu i hord adwokatów. Tymczasem jeszcze można spotkać handlarza, który odradzi Ci zakup zupełnie Ci niepotrzebnej, a drogiej, rzeczy, świadom, że i tak zarobi na tym, co Ci sprzeda. A zyski osiągnie on i tak długofalowo, bo kolejni zadowoleni klienci polecają go następnym. Wyobraźcie sobie, on nie ma swojej strony www!

Po spotkaniu z oknami wpadłem na chwilę do blacharni, wziąć cenniki na orynnowanie, obróbki blacharskie i okna dachowe. Niestety, nie mieli ocieplonego wyłazu odpowiedniej szerokości. Nie wiem, czy zrobimy interes.

W końcu udałem się w głąb Piastowa, obejrzeć rezydencję, jaką remontuje sobie mój bliski kolega. Liczyłem na pokarm dla szarych komórek, gdyż człowiek ten zajmuje się ogrodami, od lat mieszka w domkach i ma wiele ciekawych rozwiązań zarówno dla krajobrazu, jak i dla wystroju wnętrz. I nie pomylilem się.

Wtedy gruchnęło. Okazało się, że zamknąłem kluczyki w samochodzie. Wiedziałem, że kiedyś to musi nastąpić. W końcu jakiś pajac rozwalił mi zamek od strony kierowcy – kto włamuje się do starego rupla?! – i musiałem zamykać go przez drzwi tylne. Na szczęście miałem w domu zapas – jakieś 40km od miejsca nieszczęścia. Poczekałem sobie kilka godzin.

Ale zdążyłem na plac budowy przed zachodem słońca, żeby zrobić zdjęcia. Oto one, prosię bardzo:

długie krokwie

Te dłuższe krokwie mają się stać daszkiem nad wejściem, coby goście podczas powitań a pożegnań nie mokli na słocie.

szczyt 01

szczyt 02

Tak oto wygląda wciąganie i mocowanie kolejnych krokwi. Niestety, nie dysponujemy dźwigiem, który by nam ulżył...

mocują krokwie

daszek wejściowy

Oto jeszcze raz widok na przyszły daszek wejściowy. Mierziła mnie idea tego polsko-szlechecko-ganeczkowatego ustrojstwa, jakie wywalają architekci na wszystkich gotowych projektach. Okropność! U nas będzie taki większy okap, bo coś być musi, ale bez tych fajansiarskich kolumienek. Myślę, że będzie ładnie.

Jętki - wielodniówki

I na do widzenia – więźba dachowa z jętkami.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 09:10

2007-06-11

Pierwsze krokwie na dach!

Nie mogę się napatrzeć, jak to szybko idzie. Zaraz stanie kompletny szkielet i pozostanie nam wypełnić go tymi wszystkimi cudami techniki, które dziś uważa się za nieodzowne dla dobrze działającego domu.

szkielet 01

szkielet 02

Chłopcy wrócili zaraz po Bożym Ciele i znowu robota zafurkotała. Powietrze wypełniły rzężenia przeróżnych urządzeń mechanicznych, powarkiwania wiertarek, wycie pił tarczowych, stukot młotków i jęk struganego drewna. W piątek już zostały położone wszystkie belki stropowe.

pierwsze paczki wełny mineralnej

Niesamowite tempo prac wprowadziło pewne zamieszanie do harmonogramu dostaw innych materiałów. Otóż dostawa wełny mineralnej zaplanowana była na przyszłą środę, 2007-06-13. Ale prawdopodobnie będzie potrzebna już jutro, 2007-06-12, od rana. Zatem Główny Technolog przekwalifikował się na kierowcę ciężarówki i zajął dostawami. Jest pewien kłopot z wiatroizolacją – nie ma jej na magazynie. I oby się znalazła na czas. Nowiutka, nie z podłogi.

sufit

sufit 02

Belki stropowe mają szerokość 23cm. Postawione sztorcem trochę się chwieją. Efekt powinien zniknąć po nabiciu podłogi. Jednakowoż, ponieważ sztywna belka potrzebna była do innych celów, cieśla popisał się takim oto szlaczkiem, który usztywnił mi ścianę i podłogę przy szczytach domu:

szlaczek usztywniający

Nie mogłem się powstrzymać i po fajrancie wspiąłem się “na pięterko”. Zawsze pierwszy widok robi wrażenie. Później przychodzi refleksja, że przecież tutaj nie będzie okna. Tak czy owak, z okien dachowych poddasza będziemy mogli zaglądać rodzicom do zupy, z drugiej strony spoglądać na dachy samochodów zasmradzających powietrze na ulicy, a z okien szczytowych zajrzymy sąsiadom do basenu, albo sięgniemy wzrokiem hen, aż pod remizę. Zdjęcia wkleję niebawem.

szkielet 03

szkielet 04

słodki widoczek

Kierownik budowy zarządził dodatkowe przymocowanie domu do podwaliny “na wypadek trąby powietrznej lub rewolucji socjalistycznej”. Do wieczora ciąłem zatem szlifierką kątową paski taśmy stalowej, a w sobotę moje ręce uczyły się, co to znaczy wbijać gwoździe. Wiele tych sympatycznych, smukłych, zgrabnie skręconych lub miło segmentowanych paleciaczków dobrze ode mnie oberwało po głowie. Niejeden nie wytrzymał i się złamał. A wszystko przez sęki w podwalinie. Firma http://www.impregnacjadrewna.pl zaprzedała nam podwaliny wykonane ze szczytów sosen, zatem uciane sękami jak makowiec tym… no… makiem. Wydawało nam się, że to świerk. Dodatkowo (lekki dryfik z tematu) pan Wojciech Nitka w ramach odpowiedzi na moje pytanie o słupki niedwuznacznie wyraził opinię o pozostawionych na podwalinach resztkach kory. Trochę już jej zeskrobałem, ale jeszcze sporo przede mną.

szkielet znowu

i znowu szkielet

Jeszcze przed kolejnym etapem prac trzeba będzie trochę podgolić drzewka. Szkoda by było je wycinać dokumentnie, ale nie może tak być, żeby gałęzie smerały mnie po sypialni…

jabłonka

krokwie

Tymczasem chłopcy zajęli się krokwiami. Tutaj zdradzę sekret ciesielski: jak robisz zacięcie, na którym będziesz opierać krokiew o murłatę czy oczep, wymierzaj je od przeciwnej strony belki, a nie od strony, którą będziesz ciął. To gwarantuje, że dach będzie bez poprawek gładki i równy, a przecież to akurat bardzo łatwo sprawdzić przy pomocy głupiego sznurka. Ot, taki hint.

znowu krokwie

szkielet jeszzzcze

Dla mnie najbardziej niesamowite jest, a to zapewne dlatego, że jestem tak zwanym humanistą i umysł mój pracuje bardziej analogowo niż cyfrowo, że kolejne cztery krokwie, wytrasowane i docięte na ziemi, po instalacji biegną równiuteńko po sznureczku wyznaczającym poziom kalenicy. Przecież kolejne błędy, wady drewna i niedokładności podczas przygotowania kolejnych elementów domu powinny się kumulować i uniemożliwić takie ślepe docinanie, bez poprawek w miejscu montażu. Cóż, zapewne to właśnie odróżnia prawdziwego mistrza ciesielskiego od amatora – u niego wszystko się zgadza. Nawet pion i poziom.

kalenica pod sznurek

i znowu krowie

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 08:34

2007-06-08

Boskie ciała w dzień wolny wypoczywają.

Z okazji Bożego Ciała ekipa zmyła się do domu, więc i my niespecjalnie napieraliśmy na robotę. Ot, takie tam drobne prace porządkowe.

Przyjechały dzieci i na parę godzin na placu budowy zrobiło się przedszkole. Był basen z nagimi dzikuskami w środku, obiad pod jabłonką – słowem – relaks. A później inwestorzy troszeczkę pozamiatali, co zostało uwiecznione na cyfrowej matrycy, a niniejszym poniżej przedstawione:

sprzątanko 01

sprzątanko 02

sprzątanko 03

sprzątanko 04

sprzątanko 05

Na forum muratordoma zarzuciłem temat wielosłupka na rogu budynku. Mój Główny Technolog uważa tę kwestię za zaszłość, metodę stosowaną ślepo bez przemyślenia, po co.

wielosłupek ze szkielet.com.pl

widoczne wielosłupki w narożach budynku

Powyżej zdjęcia ze strony www.szkielet.com.pl pokazujące słupki wielokrotne w narożach i węzłach. Pozwoliłem sobie je zlinkować dla zilustrowania problemu.


Na stronie Muratorplusa znalazłem artykuł ze zdjęciem z kamery termowizyjnej, gdzie pokazane jest, jak węzeł konstrukcyjny staje się mostkiem cieplnym.

termowizja

Zatem u nas, aby uniknąć mostków cieplnych, a w braku racjonalnego uzasadnienia dla zwiększonego zużycia drewna, nie zaprojektowaliśmy słupka wielokrotnego na narożach zewnętrznych konstrukcji. A wyglądać będzie to tak:

nie ma wielosłupka

I mam nadzieję, że sie dom nie zawali, bo mam zamiar w nim mieszkać...

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 09:49
dalej »»

Strona stworzona przy pomocy WordPress
© Flamenco108
Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress

Użyszkodnicy10|| Wpisy108|| Słowa we Wpisach44620