Zapiski na zimno o budowie domu.

2007-04-30

Krótka chwila przerwy dla dodania werwy.

Klocki do budowy domu przyjechały, fundament stoi jak przymurowany, co tu robić? Tych robótek kosmetycznych jest huk. Chyba tyle samo, co tych głównych.

Przeprowadziliśmy się na plac budowy w oczekiwaniu na Cieślę, który pojawi się w połowie maja. To już za dwa tygodnie. A do tego czasu trzeba pilnować drewna, żeby nam go kto nie podharcerzył. A przy okazji pasować ocieplenie na ściankach, załatwiać inne materiały, kto wie, może trafi się wolna chwila na planowanie, zrobienie zestawienia potrzebnych materiałów na następny etap budowy?

Rura wodna już w swoim dole, tylko nie ma kiedy zasypać.

I wykopanie dołu pod rurę wodną...

Przygotowania do budowy zajęły rok. Budowa zgodnie z planem ma trwać niewiele krócej. Później zrobi się zimno i musimy się przeprowadzić do naszego nowego domu. A tu tyle jeszcze roboty! Policzyłem na szybko, że zamknięte pudło, ocieplone, ze wszystkimi warstwami i pokryte od środka płytą gipsowo-kartonową, a od góry docelową dachówką bitumiczną – będzie mnie kosztowało – BAGATELKA! – jakieś sto tysięcy złotych.

Ufff…

STO TYSIĘCY ZŁOTYCH

Aż mi się miętko robi tam, gdzie diabeł mówi “dobranoc”!

Ale to nie koniec. Cały czas mówimy o domu. A przecież trzeba będzie posprzątać też wszędzie dookoła – rozprowadzić ziemię, posadzić trawę, kwiatki, krzewy, drzewa… Postawić płotek nad kanałkiem, żeby się progenitura nie potopiła… Przenieść bramę w docelowe miejsce, zrobić szambo, zbudować nowy płot od wschodniej strony… Położyć drogę i ścieżki… Kupić meble…

Idę się zastrzelić. Jak była minister budownictwa. Ona też mieszkała w domu jednorodzinnym.

Podobno przeprowadzka z miasta na wieś zwiększa, zamiast zmniejszyć, ryzyko zawału serca. Już się temu nie dziwię. Policzę tylko siwe włosy po budowie. Przed budową miałem cztery. Po budowie pewnie będzie ich ADAM, czyli czterdzieści i cztery.

Ratunku.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 14:21

2007-04-24

Przyjechał dom.

Przyjechał dom. W formie klocków na razie. Za trzy tygodnie zaczniemy go składać. A na razie trzeba dopilnować, żeby klocki nie zniknęły.

Kac właśnie zaczynał łupać mnie w szleje, kiedy komórka wprowadziła nowy element do powstającej mozaiki bólu. Dzwonił Główny Technolog: “Ciężarówka z drewnem będzie za dziesięć minut. Gdzie jesteś?”. No jak to gdzie? W pieleszach, odsypiam pierwszy od miesięcy reset systemu. Rzut jednym okiem na czerwone jak ból cyfry zegarka: siódma rano. Sobota. Bieżącego roku. Chyba nie przeżyję. Ciężarówka miała być o dziewiątej Pozbierałem gnaty z podłogi i uruchomiłem procedury szybkiego odświerzania. Pół godziny później gnałem już w stronę Konstancina. Bez kawy. Bez śniadania. W sobotę rano.

drewno po rozladunku

Ponieważ od razu z samochodu musiałem przystąpić do rozładunku, zdjęć z tych pamiętnych chwil nie będzie.

drewno podczas sortowania

Tak czy owak, działaliśmy w sześciu chłopa i rozładunek zajął nam prawie trzy godziny. Całe drewno konstrukcyjne plus podłogówka poddasza. Jakieś 20m3, czyli prawie 15 ton. Największy kawałek miał 8m długości, 23cm szerokości i 4,5cm grubości. Takich klocków było tam 24 sztuki. To moje belki stropowe.

sortiner

Następnym etapem było sortowanie drewna. Ekipa montażowa pojawi się 15 maja. Drewno kupiliśmy prawie bez zapasu. Muszą brać odpowiednie belki, a nie obcinać z dłuższych, bo będę musiał dokupić materiału, a tego nie chcemy. Zatem trzeba klocki tak poukładać, żeby na wierzchu mieli to, co będzie im potrzebne w pierwszej kolejności.

śniadanie na trawie...

Przy okazji jak zwykle wybuchła dyskusja Głównego Technologa z Kierownikiem Budowy na temat metod składowania drewna. Asystent tylko się przyglądał.

przenoszenie krokwi

I tak się zaczęło sortowanie.

przenoszenie krokwi

Caaała sobota.

przenoszenie krokwi

Caaała niedziela.

przenoszenie krokwi

I jeszcze się nie skończyło. Jak w Tesco, zakupy po nocy co robiący, podpisywałem kwit kasowy, obawiałem się, że mi kasjerka zakwestionuje autograf, bowiem ręka do pracy fizycznej nie zaprawiona, cokolwiek mi zesztywniała.

sterty drewna

drewna ubywa

Za to przyjechała inspekcja. Tym razem obyło się bez sensacji.

Marysia bada podwaline

Marysia jak zwykle była zachwycona.

Marysia i drewno

Marysia przy piasku

Najlepsza z żon chyba nareszcie zauważyła, że budujemy dom.

Szanowna inspekcja

I dobrze. Bo niedługo będziemy musieli zamieszkać na budowie, żeby pilnować materiałów. Sępy nie śpią. Sępy są czujne. Ale my będziemy czujniejsi.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 12:46

2007-04-19

Osiągnęliśmy stan zero!

Nie miałem pojęcia, że to takie przyjemne, być na poziomie zero.

Majster powiedział, że to był jego najcięższy dzień w całej operacji Fundament. A to coś znaczy, bo facet silny jest jak mamut.

Układanie siateczki przeciwskurczowej.

Najsampierw poszło 3,5m3 betonu, na podkład pod siateczkę przeciwskurczową. W czasie, kiedy grucha zasuwała po kolejne 6m3, my układaliśmy płaty stalowej siatki. Woda z betonu błyskawicznie wsiąkła w piasek i dało się chodzić niemalże jak po chodniku.

Układamy siateczkę.

A później zaczęły się schody. Wylanie betonu to żaden problem. Można się tylko cieszyć, że tak łatwo się to robi, zważywszy, że kiedyś trzeba było kręcić na miejscu, samodzielnie. Beton wychodził gorszy, a roboty więcej. Nie mówię o kosztach, bo przecież wiele tu zależy od tego, jak się je liczy.

Beton mianowicie trzeba ściągnąć, uklepać, wygłaskać (sic!) i wyrównać. A tu słonko grzeje, woda paruje, a płyta ma 108m2 powierzchni. Ostatnie metry ekipa robiła metodą chlapania wodą i udeptywania, żeby zmiękł. Dopiero wtedy wkraczał majster z łatą i kielnią. Skończyli po 19:00 i błyskawicznie uciekli do domu. Tym razem zapewne odpoczywać.

Efekt finalny.

Ale wyszło – chyba dobrze. W miarę równo. Mnie pozostało teraz regularne polewanie betonu. bo przecież z betonem jak z mimozą – trzeba go hodować, podlewać, przemawiać do niego – wtedy stwardnieje. A jak nie – to popęka.

A myślałem, że sobie odpocznę...

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 07:11

2007-04-16

Jutro ostatni skok.

Jak mówią co poniektórzy budowlańcy, najtrudniej wyjść z ziemi. Podobnie jak kluczowe dla człowieka okazało się zejście z drzewa.

Pudełko pełne piasku.

Dużo pracy i trudności, a efekt – mizerny, ledwo widać, że coś się zmieniło.

Na początku było samo pudełko.

Ostatnia prosta to kolejny nawał trudności, obsuw w stylu socjalistycznym i dużo, dużo pracy. Jeszcze w środę 2007-04-11 operatywny ciężarówkarz zrzucił mi na skraju fundamentu trzy piętnastotonowe kipry piasku kopalnianego, żeby we czwartek od rana ekipa miała co robić. Przyjechali i do roboty. Majster następną dostawę zamówił na południe. Godzinę wcześniej ciężarówka dzwoni, że ma awarię i nie wiadomo, kiedy odzyska sprawność.

Na początku było samo pudełko.

Pogoniłem do biura budowy (czyli milutkiego drewnianego domeczku), gdzie miałem skitrane notatki i dawaj, dzwonić, szukać, wyobraźcie sobie, piachu. A tu jeden dostawca mówi, że ma piach, ale wiślany, a ten nie nadaje się do zagęszczania (ewentualnie można go wsypać do piaskownicy, albo użyć do produkcji zaprawy murarskiej). Inny mówi, że ma (czas teraźniejszy), ale w przyszłym tygodniu (czas przyszły), gdyby pan zadzwonił w poniedziałek (czas przeszły)... Jeszcze inny oferuje, owszem transport, ale bez piachu.

Na początku było samo pudełko.

No, po prostu BOMBA. Co to maćtrwa jest, do bydlęcej kołowacizny?! Socjalizm nam się skończył 16 lat temu, a tu nagle ZABRAKŁO głupiego PIACHU? Przypomniał mi się ten kawał Jana Pietrzaka o partyjniakach, co to ich wysłać na Saharę, a po tygodniu piasku zabraknie. Najwyraźniej wielu ich się osiedliło w pobliżu Konstancina…

Na początku było samo pudełko.

Na następny ranek udało mi się załatwić dwie ciężarówki piasku kopalnianego, ale frakcjonowanego, śliczniutkiego, w sam raz na szlichtę podłogową – prawie 100,00 złotych drożej za sztukę. I kiedy już, tak koło południa dnia następnego, znowu zaczęły się kończyć zajęcia zastępcze dla ekipy, chwyciłem się, niczym ostatniej deski ratunku, kontaktu z firmą, która koparkowała u mnie humus. Szef był cokolwiek zniesmaczony: “No jak to tak, my tu sąsiady o mało co, a pan bierze piach od obcego?”, ale pogonił ciężarówkę i już o 16:00 mieliśmy kolejne trzy transporty na placu. Co ja poradzę, że na wizytówce miał napisane “transport kruszywa”, a nie “transport, kruszywa”? Błędna reklama na wizytówce, ale i moje gapiostwo kosztowało mnie kolejne dwie stówki ekstra. Z melodią “Co dzień szesnaście ton” chwyciłem w krzepkie dłonie stylisko szpadla i wraz z ekipą jąłem przewalać piach.

Na początku było samo pudełko.

I tak udało nam się zdążyć z zasypywaniem i zagęszczaniem piasku przed sobotnim wieczorem. A przy okazji harpagany wykopały mi dół na kabel elektryczny, przewaliły w tym celu pół górki humusu, położyły pierwsze warstwy izolacji przeciwwilgociowej na ściankach fundamentu.

Na początku było samo pudełko.

W niedzielę jeszcze dokonaliśmy położenia kolejnych warstw izolacji, przepięcia kabla elektrycznego tak, że w zasadzie już można mi instalować swiatło, choć domu jeszcze nie ma, zinwentaryzowaliśmy kabel do dokumentacji powykonawczej, przesadziłem dwa znalezione pod płotem drzewka orzechowe, przydadzą się później przed duże okno salonu od południa.

Oczekiwanie na płytę.

No i wydarzyło się jeszcze coś. Budowę nawiedziły dziewczyny. Reagowały różnie. Maniucha była zachwycona, aż trzeba było ją trzymać, żeby nie zanurkowała w Dysperbit (później miałbym córkę Murzynkę, a to cokolwiek białemu ojcu nie wypada), Halina się porzygała (wolno jej, ma dopiero trzy miesiące), a Eliza chyba nic nie zauważyła. Taką mam stoicką żonę.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 11:07

2007-04-10

Wiraż przed ostatnią prostą.

Już mi się znudziły te fundamenty. A tu jeszcze tyle roboty… Tyle za nami, tyle przed nami… Ja wysiadam.

Ostatnie dni przed świętami. We czwartek przyjechała ekipa i cały dzień młotkami i drucianymi szczotami polerowaliśmy stalowe szalunki, żeby je oddać w stanie nie gorszym niż wypożyczyliśmy. I tak odsłoniły się betonowe ścianki fundamentu.

ścianki fundamentu

Na do widzenia jeszcze szybko majster wypróbował wiertnię i zrobił dwa przekopy pod fundamentem. Pojechali sobie około 18:00, a my jeszcze z Otharem do 22:00 pakowaliśmy w ukrycie styropian i styrodur, coby nam miejscowe żuliki ocieplenia nie uszupliły.

ścianki fundamentu

Do domu wróciłem po północy. I było mi wszystko jedno.

A w piątek do pracy. Na szczęście przerwa technologiczna. Myślałem, że zasnę w fotelu, ale na szczęście można liczyć na przełożonych.

ścianki fundamentu

Wielka Sobota. Obudziłem się skoro świt o 9:00 i do południa udało mi się zmobilizować poszczególne części ciała do tego stopnia, że znalazłem się na budowie. Do wieczora wykułem ze ścianek metalowe baryłki, które miały nam zabezpieczyć dziury w ściankach na instalacje (przepraszam, media), jak również przy pomocy szpadla dokonałem dwóch przekopów pod fundamentem: na najgrubszą rurę wentylacyjną oraz na najcieńszą rurę osłonową dla kabla elektrycznego.

ścianki fundamentu

Święta zacząłem po 19:00, kiedy wsiadłem do auta poturlałem się do Płocka. Turlanie się zaliczam do świętowania.

Ale za to dziś jedziemy znowu. Trzeba trochę pokopać, powykuwać, podeliberować. I jutro tak samo. A pojutrze znowu przyjeżdża ekipa i będziemy zasypywać fundament piachem.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 11:15

2007-04-02

Skok, co nas wszystkich uszczęśliwi…

I tak za rokiem mija rok… I trudno się tu czemu dziwić... Cztery dni pracy. Padam, madame.

Od rana we czwartek 29-03-2007 ekipa szalała na budowie, a ja w przerwach kursowałem po zaopatrzenie. Przeglądam mój notes, w którym prowadzę wstępną księgowość. Uuuuóuu… Dużo faktur oraz innych notatek świadczących o wydatkach. Przez ostatnie dni poszło prawie 7000,00 złotych. Do niedawna dziwiłem się, co tak mało pieniędzy mi z portfela ucieka. No i wykrakałem. Ka(na)łem.

budujemy szalunki

I tak poleciałem do Onninena kupować kształtki i rury kanalizacyjne, w tym sześciometrowej długości główną arterię ka(na)łową domu, ale też i

niebieskie, atestowane rury wodne

niebieskie, atestowane rury wodne. Przy okazji, w firmie Ekoma, dowiedziałem się co nieco na temat cen instalacji drenarskiej i jak ją wykonać taniej. A ponieważ w ten weekend władza postanowiła troszeczkę podskrobać koleiny na Puławskiej, postało się też w koreczku, oj, postało.

Ale w końcu nadszedł ten moment, kiedy wszystkie ścianki szalunku zostały już postawione i usztywnione, a nawet wypoziomowane, co jest szczególnie istotne w przypadku domów drewnianych, albowiem krzywo postawione – skrzypią. Naprawdę. Prima aprilis?

Wylewka zaplanowana została na sobotę w południe. Kierownik z Polbetexu zapowiedział, że rano mają do wylania najsampierw jakieś 40m3 betonu – gdzieś tam – zatem nas ustawia na drugie miejsce w kolejce i nie może zagwarantować, że odbędzie się wylewka w południe, może się opóźnić. Tymczasem, w sobotę, niedługo po 10:00, kiedy toczyłem się leniwie w korku mając na przyczepce prawie 100 metrów bieżących rur wodnych, zadzwonił Polbetex, że oni właściwie to już mogliby wylewać. I tak się ten korek trochę przydał, albowiem opóźnił nieco moją odpowiedź. Ostatecznie stanęło na “w samo południe”.

Pompa podstawiła się już pół godziny przed czasem, a Polbetex nie zapomniał mi za to policzyć. Jeszcze sobie o tym porozmawiamy. A wszystko dlatego, że sobota i chłopaki chcieli szybciej skończyć i iść do domu. W dzień powszedni te 40m3 laliby pewnie do obiadu, albo i dłużej. Stali nam nad głową i marudzili, a my zapinaliśmy szalunki na ostatnie haftki. Ostatecznie beton popłynął o 11:59 czasu inwestorskiego i 15 sekund po dwunastej czasu operatora gruchy. Zależy, jak kto czas mierzy – do fajrantu.

Wylewaliśmy powolutku, żeby szalunek się nie rozszedł.

prawie gotowe ścianki

Ale i tak się rozszedł. Majster klął jak szewc, bo to niehonor, czyli dyshonor.

prawie gotowe ścianki

Na dodatek wibrator tym razem wypożyczyłem ciutek nie tego, bo cały czas się wyłączał. Trzeba było siedzieć przy przetwornicy i ją zaklinać. Ale może i dobrze się stało, bo od tego wibrowania ścianki mogłyby się bardziej pokrzywić. A wszystko to wina wypożyczającego dziadka, który sprzedał nam know-how w postaci 2-kliny-na-długość-blatu. A może jakby było więcej, to by się nie pokrzywiło?

widoczek na budowę

Najdłużej ostatecznie trwało głaskanie i poziomowanie fundamentu. Na poniższym obrazku widać, jak inwestor osobiście sprawdza miarką, czy wiązka lasera jest naprawdę czerwona.

inwestor i laser

Inwestor to ja. Ten w najbardziej niebieskiej koszuli.

jak dobrze być poziomką...

I gustownych gumofilcach.

majster i inwestor

W tle widać furę, którą sobie kupiłem za zdefraudowane z kredytu pieniądze… Powiedziałem to? No, to papla ze mnie…

cały czas poziomujemy fundament...

Jak już wspomniałem, jak beton naprarł na szalunek, to go co nieco rozparł. Jak widać, ścianki zrobiły się troszkę beczkowate. Nikt by tego nie wymyślił, a tak samo się stało, że fundament będzie najgrubszy w miejscu, gdzie siła nacisku piasku będzie największa. Czyż to nie genialne?

beczkowate ścianki

Othar

Słoneczko przygrzewa w czaszeczkę, wiosna w pełni, a my musimy zachrzaniać na budowie. I to własnej. Jak w tym chińskim (ostatnio wszystko jest chińskie) przysłowiu: “Obyś własny dom budował!”.

wiosna!

wiosna!

wiosna!

Ale wszystko ma swój koniec. Najczęściej prawda ta tyczy się dnia. On kończy się średnio raz dziennie. Kiedy skoro świt o północy umarłem na łóżku, cieszyłem się z przerwy technologicznej dnia następnego, czyli niedzieli. Ale Kierownik Budowy nie dał odpocząć. Nakazał w trybie przyspieszonym usuwanie klinów mocujących, żeby pracujący beton sam odspoił blaty szalunkowe – dzięki temu ma być mniej roboty później. Zastanawiam się tylko, kiedy nastąpi to później.

I tak, jak już odwiozłem rodzinę do Płocka, musiałem wrócić na budowę, gdzie skoro świt w poniedziałek jeszcze stukałem młoteczkiem i wybijałem kliny. W sumie miła robota. Siedząca. Przyjemniejsza niż składanie dokumentów projektu zamiennego i wizyta w Miejskim Zakładzie Gazowniczym (tak się chyba ten skrót tłumaczy). Termin instalacji gazu wydłużył się – już nie 4 miesiące im potrzeba, a pół roku, żeby podłączyć do sieci domek jednorodzinny! Takie tu panują porządki! Czego i Wam wszystkim życzę.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 16:26

Strona stworzona przy pomocy WordPress
© Flamenco108
Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress

Użyszkodnicy10|| Wpisy108|| Słowa we Wpisach44620