Zapiski na zimno o budowie domu.

2007-03-28

Przed kolejnym skokiem.

Chyba wszystko na jutro uszykowane. Dziś wyczerpałem (mam nadzieję) zapas pecha. Powinno się udać.

W poniedziałek wykonaliśmy z Głównym Technologiem oraz Otharem małą nadleweczunieczkę, albowiem okazało się, iż beton opadł w niektórych miejscach poniżej strzemion. Niby nie szkodzi bardzo, ale jakoś tak nieelegancko. A i Kierownik Budowy bardzo naciskał, a nam się bardzo nie chciało. Ale jednak kupiłem w poniedziałek 6 worków cementu portlandzkiego i 2 worki zużyliśmy mieszając beton w starej wannie. Jutro zobaczę, jak to wyszło, bo kończyliśmy po ciemaku.

We wtorek udałem się na zakupy: szczoty do smarowania masą dyspersyjną ścianek fundamentowych – 4 sztuki, pędzle ławkowce do smarowania olejem metalowych szalunków – 2 sztuki, pręty gwintowane fi 12mm, metrowe – 5 sztuk, nakrętki na pręty – 20 sztuk, tyleż podkładek fi 45×12mm. A to do zrobienia kotew na podwaliny.

Dziś, czyli w środę była przerwa technologiczna, wykorzystałem ją na zużycie nagromadzonych zapasów pecha. I tak, na porannym treningu coś mnie załupało w kolanie, więc nie dokończyłem dystansu. Po drodze do pracy dałem się uderzyć w bok jakiejś audicy. Kierowca na szczęście uznał swoją winę – wymusił pierwszeństwo skręcając w lewo na czerwonym – i podpisał stosowne oświadczenie. Na koniec dostałem telefon od Najlepszej z Żon, że ma gorączkę i mam przyjeżdżać zająć się przychówkiem. I tak minął ten dzień.

Oby jutro i pojutrze, i po pojutrze już wszystko poszło gładko. A w planach mam: zakupić elementy kanalizacji podziemnej, zapłacić i przywieźć podwalinę impregnowaną ciśnieniowo, odebrać szalunki, wykonać szalunki, wykonać wylewkę (sobota), odebrać fakturę za folię, znaleźć gdzieś w sumie 50mb rury PE do doprowadzenia wody, jakąś tańszą rurę na rurę osłonową kabla elektrycznego… Zapomniałem, co jeszcze. Na szczęście jest Główny Technolog i telefony komórkowe.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 20:34

2007-03-26

Jestem zmęczony.

Bo jestem początkująca kierowca. A 500 kilometrów to dla mnie dużo. Ale po co właściwie jeździć w dzisiejszych czasach tak daleko? To nie można do sklepu pod domem?

Czyli trzeba zacząć od początku. No więc (wiem, nie zaczyna się...) urodziłem się... Przewinę kawałek… W pierwszy dzień wiosny cała młodzież wyległa na Starówkę... Przewinę kawałek… W pierwszy dzień wiosny padało. Spotkanie z panem od strugania mojego drewna konstrukcyjnego zaplanowałem zatem pod dachem. Miał robić badania w Warszawie, więc nie miałem daleko. Już z daleka wydał mi się podejrzany. Dzierżył w lewicy teczkę, a na niej jakiś wytarty świstek. Zamiast jakiś optymistycznych wieści na dobre zagajenie rozmowy, powiedział:

– To wszystko, co tartak zrobił, więcej nie ma.

Myślałem, że zemdleję. Na świstku była tabelka z wykazem drewna na dach. W podsumowaniu (na dole) widniało: 10 metrów sześciennych. A ja zamawiałem prawie 40! No, to koniec. Zakopujemy ławy, piszemy list przepraszający do banku i udajemy, że nic się nie stało. Na szczęście parę jeszcze kartek miał schowane w teczce. Wyjaśniło się. Właściciel tartaku zgubił maila z wykazem drewna na elewację. Znaczy, jeszcze nie zginąłem. Bez elewacji można budować, a nawet od biedy mieszkać. Roboty mogą być kontynuowane.

Psiakrew, cholera! Każdy kolejny tydzień, każdy kolejny malutki etapik, etapiczek, etapiczuniek, etapiczunieczek budowy to kolejna, mniejsza lub większa, amba (dla nastoli: ftopa). Teraz już wiem, dlaczego, paradoksalnie, osadnicy, którzy przeprowadzili się do własnych domów, statystycznie częściej zapadają na zawały.

Ale elewacji nie ma. Stanęliśmy z Głównym Technologiem w wietrzny i deszczowy piątek (do wiadomości synoptyków: obiecywaliście słońce i wiatr!) nad wykopem, w którym, w zapadającym zmroku majaczył zarys ławy, a światło latarni odbijało się od stojącej na betonie wody. Błoto po kolana. Odwołaliśmy ekipę, która miała w sobotę stawiać szalunki na ścianki fundamentu.

I znowu błąd. W nocy przestało padać, do południa grunt tak podsechł, że kalosze przestały zapadać się w błoto. Woda prawie cała wyschła. Można było robić. Ale co robić? Przez pół soboty kroiłem papę na paski. Do wykonania izolacji poziomej przeciwwilgociowej pod ścianką fundamentu.

A w niedzielę pojechaliśmy na Śląsk, walczyć o drewno na elewację. I w sumie nie ma tego złego i tak dalej. Odrobinę drożej, ale jednak lepiej. Zaoferowano nam modrzew. Będę miał elewację z modrzewia. Dla informacji: z drewna tego wykonywano boazerię. Kolorek podobny do sosny, ale taki bardziej. I słoje ładnie opalizujące. Cytuję za gazetą:

Modrzew. Jest to najlepsze i najtrwalsze drewno budowlane spośród gatunków iglastych. Doskonale nadaje się do wyrobu okien i drzwi. Charakteryzuje się bardzo dużą odpornością na wilgoć – pod jej wpływem prawie się nie odkształca i nie ulega korozji biologicznej. Modrzew jest jednak gatunkiem dość rzadkim i dlatego stosunkowo drogim.

Czyli same plusy. No, znowu się zapaliłem. Będę się cieszył, jak drewno dojedzie i je obejrzymy. Na razie to gruszki na wierzbie.

Z wyprawy wróciliśmy późnym wieczorem. A dziś jedziemy z bratem i Głównym Technologiem na budowę i będziemy w starej wannie kręcić beton, albowiem Kierownik Budowy zarządził, że wystają druty strzemion. Czyli trzeba trochę nadlać, żeby nie wystawały. Plan jest taki: o 16:00 wsiadamy do auta i śmigamy w korku na działkę. Czyli przyjedziemy około 17:00, 17:30. Ekipa wysiada, a ja śmigam po cement. I robimy do ciemności. A na jutro coś wymyślimy. W końcu trzeba te nieszczęsne paski papy, które ciąłem w sobotę, ponadziewać na wystające z fundamentu druty, położyć na ławie, zasmarować dziury masą dyspersyjną.

I tak do czwartku. A w czwartek przyjeżdża ekipa stawiać szalunki na ścianki fundamentowe. A piątek wylewka. A w sobotę...

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 08:11

2007-03-21

Jestem wzruszony.

Jestem wzruszony. Jak ta ziemia gliniasta o udźwigu 30kg/cm2, czy może tylko 3kg? Wzruszenie mięsza mi w rozumie. I tak od wczoraj.

Albowiem wczoraj nastąpiła ta wielka chwila. Dom nasz, długo, bo długo, ale zaczął się wreszcie budować. I oby kiedyś skończył się budować. Enter.

Przebywanie na placu budowy daje szanownej wycieczce możliwość wejścia w bliższy kontakt z potężnymi machinami budowlanymi. Taka pompa do betonu…

Pompa się rozwija. My też powinniśmy.

Zasięg ramienia 19m. Gdyby grucha z betonem wjechała na naszą rozmiękłą po ostatnich okolicznościach meteorolologicznych działkę, to już by tu tak została. W charakterze barykady, bo ja wiem? A tak – proszę uprzejmie…

Wyciągnięte ramię tych czasów po raz pierwszy.

A może tak – na skóśkę przez działkę:

Pompa w prawie całej swojej okazałości.

Tutaj nastąpiła przerwa w fotografowaniu. Aparat powędrował do karmnika dla ptasząt, a ja uchwyciłem mocarnymi ramiony końcówkę rury i osobiście naprowadzałem strumień na wykop (panowie wiedzą, o czym mówię). Tego się po nas nie pokaże, żeby inwestor nie brał udziału w pierwszej wylewce. W drugiej i trzeciej też, zapewne…

Majster dzierżył i maczał kufę wibratora (hmm…), a pomagierzy głaskali łopatami, delikatnie, łagodnie i miło. A betoniszcze lało się niczym lawa!

I wtedy na placu budowy pojawił się Kierownik Budowy. Z niezapowiedzianą wizytą. Pocmokał z dezaprobatą na błędy w wykonaniu wykopu, ale bez paniki. Generalnie chyba był zadowolniony. A że wywodzi się ze starej, jeszcze przedwojennej szkoły budowlanej, to po wylewce jeszcze dosiadłem mojego dziubdziuleńka i pocwałowałem do Centrobudu po kolejne pręty fi 12mm, żebrowane (wspominam tu nazwę firmy, bo uprzejmie mi to od razu pocięli na wymiar, więc bez trudu zmieściłem je w bagażniku – to miło). One pręty powtykaliśmy w stygnący beton, powiążą ściankę z ławą i usztywnią konstrukcję – w końcu później na skraj wykopu mają podjeżdżać ciężarówy z piachem, niech nie złamią delikatnej, 20-tocentymetrowej ścianki! I tak z lekkiego fundamentu pod domek kanadyjski robi nam się pomału bunkier.

Dziś świtaniem miałem okazję opstrykać tężejące ławy:

Bunkier?

Wykop równo, pod sznureczek, czy będziemy prostować winkle?

Wykop pod sznureczek.

I dlatego jestem dziś wzruszony. Ale nie mogę sobie pozwolić na relaks, o nie! Za kilka godzin szybka kursokonferencja z panem Mirkiem, któren podjął się ostrugać nam zakupioną i obsuszoną tarcicę. Mam mu parę uwag technicznych co rzec, przekazać wyliczenie desek podłogowych poddasza (na sztuki) i ustalić terminy dostaw.

Ah, i byłbym zapomniał: w kosztach właśnie dotarłem do momentu, w którym bym się zatrzymał, gdybym chciał budować za swoje. Od dziś czekałaby mnie tylko żmudna dłubanina. Te kredyty na coś się jednak przydają.

A na razie – do roboty.

Oj, bedzie bal! Jak to mówią drwale.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 13:22

2007-03-19

Fundamentalizm postępuje.

W piątek 2007-03-16 silna grupa silnych facetów dokonała wielkiego dzieła w postaci wykopu pod ławę fundamentową.

Wykop już gotowy.

Dokładność – jak to przy takich robotach. Mnie z obliczeń wyszło, że na wylanie ławy i podstawy stopy komina będę potrzebował 6,8m3 betonu. Zamówiłem 7m3. Powinno się udać.

I znowu wyszło, że budowa to powódź małych szczegółów i niewielkich obsuw. Tym razem popisała się betoniarnia. Dzwonię do nich:


  • - Da radę beton na południe, w poniedziałek?

  • - Co ma nie dać? Pewnie, że da. Ale jak pan chce z pompą, to najwcześniej we wtorek, bo operator pompy, to chłopak z Bieszczad i nie zdąży wrócić od rodziny.

Co było robić? Przesunęliśmy wylewkę o jeden dzień.

W związku z tym zająłem się dyganiem z taczkami i robieniem czegoś w rodzaju uliczki, którą później da radę transportować drewno na wózku. Jeżeli czasu wystarczy, poszerzę ją i może samochód (osobowy na razie) też przejedzie?

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 08:25

2007-03-15

Przebijamy górne warstwy atmosfery (z przygodami).

Jak streścić cały tydzień w kilku słowach? Wydarzenia pędzą jedne po drugich, coś się wali, ale nie ma czasu podpierać. Improwizujemy, realizujemy plan i cały czas trwa technologiczna burza mózgów. A ja obdzwaniam hurtownie.

Do tartaku powędrowało kolejne -naście tysięcy złotych za drewno. Struganie już się zaczyna. Oby się wyrobili też z impregnacją, bo inaczej my to będziemy musieli robić.

Sprawny i rozumny człowiek przyjeżdża z ekipą sześciu (!) ludzi w piątek 16-03-2007 rano i od razu startują z kopaniem wykopu pod ławę fundamentową. Strzemiona ukręcił już wczoraj, żeby nie tracić czasu. Szybki jest jak piorun. W poniedziałek zapewne zrobimy wylewkę ławy fundamentowej.

Koparkowy stalowy potwór szalał na działce w zeszły piątek i poniedziałek z rana. Zabił sześć drzew i zerwał humus z ponad 100m2 powierzchni. Mamy to z głowy. Ziemia została ładnie usypana we wskazanym miejscu.

Widok na dziurę.

Na razie nie pada, więc kwestia utwardzenia gruntu w naturalny sposób rozeszła się po kościejach. Ta glina jak wyschnie, twarda jest niczym skała, albo i gorzej.

Jest i obsuwa. Wczoraj o 13:00 miał nastąpić wyładunek pustaków betonowych i kostki behaton. O godzinie 10:00 zadzwoniła firma i oświadczyła, że nie dostarczą, albowiem wózkowi zdjęli plandeki z zapasów zeszłorocznych i okazało się, że jakość materiału jest tak kiepska, że napewno odesłałbym go z reklamacją. A skoro tak, to po co jeździć, kiedy można zadzwonić? Główny Technolog twierdzi, że jeżeli pustaki nie wytrzymały jednej zimy, to tak samo stałoby się na fundamencie, więc z tego punktu widzenia jesteśmy uratowani. Ale tak naprawdę podejrzewa, że zostaliśmy spuszczeni po brzytwie gładkim, choć słabo przemyślanym kłamstewkiem – tak zła jakość materiału jest po prostu niemożliwa.

W takiej sytuacji musieliśmy improwizować. Okazuje się to nie tylko interesującą, ale też pożyteczną metodą spędzania czasu. Zmieniliśmy technologię budowy ścianek fundamentowych – będziemy wylewać. Niedaleko jest wypożyczalnia sprzętu budowlanego i mają tam szalunki wielokrotnego użytku po przystępnych cenach. Byle się załapać. Kierownik budowy ucieszył się wielce z takiego obrotu spraw, albowiem jest tradycjonalistą i zwolennikiem “porządnego” fundamentu. A koszty wyjdą, jak sądzę, trochę większe, ale nie bardzo. Zobaczymy.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 12:42

2007-03-07

Przyspieszenie do pierwszej kosmicznej.

Przedsięwzięcie budowy domu nabiera przyspieszenia i rozmachu. Nagle, zamiast zajmować się dzieleniem włosa na czworo, planowaniem, przestawianiem ścianek na papierze, trzeba zacząć na serio zamawiać towary i usługi.

I tak:

  1. Telefon do tartaku, jak tam drewno, może pieniążków podesłać? A, dziękuję dobrze, pieniążki też się przydadzą, nie ma problemu.
  2. Bardzo, ale to bardzo prawdopodobne, że pewien sprawny i rozumny człowiek zgodzi się zostać wykonawcą fundamentu. I bardzo dobrze. Jeżeli się zgodzi, co mam już na 70%, to będziemy mieć plusa na starcie.

  3. Miałem zamiar koparkę zamawiać na sobotę, ale bardzo prawdopodobne, że już jutro nastąpi ogolenie terenu z 30cm warstwy humusu. Operator twierdzi, że powinno to zająć około 2-3 godziny. Taka jest przewaga sprzętu zmechanizowanego nad łopatami.

  4. Kwestia utwardzenia gruntu. Podobno cegła nie jest najlepsza, nadaje się do jednorazowego użytku, później będę miał z nią kłopot. Koparkowy zaleca jednak tłuczeń betonowy, który później będę mógł użyć jako podkład pod drogi na działce, nawet zanieczyszczony ziemią po budowie. Do przedyskutowania z Głównym Technologiem.

  5. Przedzwoniłem betoniarnie. Mają beton B25, zamawiać z 2-3-dniowym wyprzedzeniem i dowiozą, wyleją, potrwa to zapewne około godziny-dwóch. Szacunkowy koszt to około 2500,00PLN za pierwszą wylewkę, czyli ławę 40×40cm. Dużo, czy mało?

PS: Wiadomość z ostatniej chwili. Wykonawca się zgodził. Ustalono kwestie kasy, satysfakcjonujące dla obu stron. Zacznie 23-03-2007. Czyli – RUSZAMY!

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 12:38

2007-03-05

Ze startu machiny relacji ciąg dalszy.

W niedzielę oprócz kopania drzewek zajmowaliśmy się rozmowami z wykonawcami fundamentów.

Pierwszy pojawił się przed południem. Popatrzył, pogadał, wiedział lepiej, jak należy zrobić fundament, pomimo dokumentów. A w ogóle, to zainteresowany był tylko robieniem robót betoniarsko-murarskich, a resztę powinniśmy zrobić we własnym zakresie. A poza tym, to nie wiedział, czy w ogóle znajdzie czas, bo ma jeszcze inną robotę.

Następny miał się niespodzianie pojawić, ale się nie pojawił. Za to niespodzianie okazało się, że znamy jeszcze jednego – potencjalnie bardzo dobrego wykonawcę naszego fundamentu. Od lat naprawia nasze samochody. Ale nie boi się żadnej pracy. I rozumny jest, sam sobie poradzi. Szczerze mówiąc, chciałbym, żeby on pokierował budową mojego fundamentu. Nawet, jeżeli wyszłoby to trochę drożej.

Nawiasem mówiąc, te wyjazdy na Wyspy rzeczywiście trochę przetrzebiły rynek budowlany. Naprawdę trudno, pomimo, że sezon budowlany na dobrą sprawę jeszcze się nie rozpoczął, znaleźć sprawną ekipę. Łatwiej znaleźć majstra, który tylko jęczy, że on bardzo chętnie, ale ludzi nie ma.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 11:47
dalej »»

Strona stworzona przy pomocy WordPress
© Flamenco108
Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress

Użyszkodnicy10|| Wpisy108|| Słowa we Wpisach44620