Zapiski na zimno o budowie domu.

2007-02-24

Obracamy komin.

Okazuje się, że do samego końca nie będziemy wiedzieć, w czym zamieszkamy.

A było to tak: we czwartek, podczas konferencji z moim Ojcem (jest w tym przedsięwzięciu Głównym Technologiem) nagle rzuciłem pod wpływem jego wykładu o problemach z potencjalnymi kolizjami instalacji, że może by tak obrócić komin o 90 stopni? Komputer w ruch, odpal program projektowy, obróć komin, o kurka wodna, to teraz trzeba przestawić połowę ścianek parteru, a jak to się ma do poddasza, no dobrze, to łazienka poddasza będzie większa, a komora rekuperatora mniejsza, w porządku, ale kuchnia na parterze będzie węższa… itd, itp. Trwało to 3 godziny. I teraz mam dylemat. Ale brat-budowlaniec powiedział, że takie zmiany czekają mnie jeszcze co najmniej dwa razy: jak staną ściany zewnętrzne i przy wykończeniu. Strach się bać.

Ale to nie koniec. Dziś dostałem mailem od Ojca preliminarz kosztów do poziomu ZERO. Pojawiła się tam nowa pozycja: keramzyt, jako ostatnia warstwa wypełnienia pod płytą podłogową. Spodziewany koszt: około 3000,00PLN. Da się żyć. Ten keramzyt jest wynikiem podchodów Kierownika Budowy, żeby nas przekonać, że wypełnienie piaskowe pod płytą również powinno być wentylowane. A przecież piasku ubitego warstwami wentylować raczej się nie da. Więc co? Układać kanaliki z cegły-dziurawki? Bez sensu. Zatem Główny Technolog budowy wymyślił 20cm warstwę keramzytu. Dodajmy, że keramzyt w budowlance traktowany jest jako termoizolator, czyli zwiększa nam się ocieplenie poziome od gruntu.

Jeżeli uwzględnimy, że w tabelce nie pojawił się piasek, to wygląda na to, że się zmieścimy w spodziewanych przeze mnie kosztach fundamentu. Rozpiskę finansową pod kredyt robiliśmy na podstawie moich szacunków opartych o dziesiątki rozmół telefornicznych i biały wywiad internetowy.

Ale trzeba uważać. Ceny na razie stoją w blokach, ale lada moment wystartują. Nie jesteśmy jedyni, którzy w tym roku mają zamiar zbudować dom!

I na koniec: znowu nie mamy ekipy do budowy fundamentu. Dotychczasowy spodziewany wykonawca podłapał coś większego i nie mieszkając, wypiął się. Dobranoc.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 23:01

2007-02-21

UWAGA TECHNICZNA 01

Uwalniam komentarze.

Tyle w skrócie. A w szczególe, to po prostu chyba się przestraszyłem artykułów o spamie w komentarzach. Zatem zmieniłem ustawienia – od teraz każdy, kto zechce, może wpisać swój komentarz.

Zapraszam.

Kategoria wpisu: Bez kategorii — Administrator @ 15:44

Wleźliśmy w łapy bankierom…

Od wczoraj rana moje konto napuchło pieniędzmi. Pierwsza transza kredytu wpłynęła i zdechł pies – teraz już trudno się będzie wycofać.

Sami podpisaliśmy ten cyrograf. Sami wleźliśmy w łapy bankierom. Zawarliśmy związek trwalszy niż małżeństwo. W każdym razie w dzisiejszych czasach.

Wiecie, skąd się wzięło słowo “bank”? Od włoskiego słowa “banca”, co oznacza ławkę. Gdzieś tak pod koniec średniowiecza lichwiarze wyleźli z nor w najgorszych dzielnicach miast i zaczęli ustawiać ławeczkę na samym rynku. A do nich ustawiała się kolejeczka – stróż, piekarz, strażnik, książę, szewc, kupiec – wszyscy. Aż się z ławeczki musiał zrobić kantorek, aż wreszcie trzeba było zacząć budować całe budynki – twierdze, żeby chronić tę zawsze gotową do pożyczenia gotówkę. Tak to się zaczęło. I w generalnym zarysie się nie zmieniło do dziś – dalej wszyscy, bez różnicy stanu, wykształcenia czy majątku, pożyczają pieniądze od bankierów.

Musiałem rzygnąć jadem, bo jak mam się czuć, skoro podpisując umowę kredytową automagicznie skazałem się na 30 lat harówki w celu osiągnięcia pewnych określonych wysokością raty dochodów? I nijak tu pojechać na pół roku do Azji, na włóczęgę... Teraz trzeba będzie zarabiać pieniążki.

Ale przecież z drugiej strony to się cieszę – dzięki tej gotówce zbudujemy dom, w którym upchniemy się całą rodzinką i manelami, a jeszcze trochę miejsca zostanie. I o to przecież mi chodziło. Mam, co chciałem.

Po prostu, właściwie dopiero transza kredytu uświadomiła mi ostatecznie, że budowa domu trwa, a ja w niej biorę jakiś udział. Trzeba pilnować pieniążków, oj trzeba. A jak się ma na koncie kilkadziesiąt tysięcy, to łatwo sobie szastnąć.

Mój znajomy, zresztą zapalony przebudowywacz swojego domu twierdzi, że to normalne zjawisko: na początku budowy wydanie tysiąc złotych mniej, czy więcej – żadna różnica. A im bliżej końca budowy, tym widełki te stają się coraz węższe. Bo kasy mniej. No, to ja wolę te widełki maksymalnie zwęzić już na samym początku.

Czyli – BUDUJEMY

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 13:00

2007-02-14

A kredytu nie ma i nie ma…

Dziś podpisywałem z Matką jakieś dokumenty, które do sądu i urzędu skarbowego złożyłem ja, a powinna moja Matka. Bez tego nic.

Podpisaliśmy co trzeba. Pani z banku powiedziała: “No, to uruchamiamy transzę.” Ale nie, nie ma tak łatwo. Późnym popołudniem zadzwoniła, że jeszcze znaleźli jakieś potknięcia autora umowy. W powtórzonym wyliczeniu marży banku – w podsumowaniu na ostatniej stronie umowy. Na moją korzyść, oczywiście. A to nie przejdzie. Czyli jutro w samo południe znowu muszą się spotkać trzy osoby z dziećmi i bawić w podpisywanie dokumentów. Dodam, że podobno pani z banku też ma się pojawić ze swoimi dziećmi, ponieważ jest na urlopie i zabiera je do Warszawy na pielgrzymkę po gabinetach lekarskich.

Już jest wesoło, a będzie jeszcze lepiej!

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 21:40

2007-02-13

Kredyt się opóźnia.

Ludzie są tylko ludźmi. Wygląda na to, że nie da się załatwić tak banalnej sprawy, jak głupie kilkaset tysięcy zetów gładko i przyjemnie.

Dzisiaj okazało się, że to nie ja powinienem składać do sądu i urzędu skarbowego dokumentów, tylko właściciel nieruchomości, na której ustanowiono zabezpieczenie. Dopóki papierki nie zostaną poprawione, nie ma co marzyć o wypłacie pierwszej transzy.

Mam sympatyczną koleżankę. Prawdziwa humanistka. Z Wrocławia. Pod koniec poprzedniego roku zrobiła mi I-CHING. Pytanie brzmiało: “Krótka charakterystyka moich przygód w przyszłym roku.” Odpowiedź brzmiała: “Będziesz się zmagał z wieloma trudnościami.” Sądziłem, że chodzi o kłopoty z budową domu. Oto jak rzeczywistość potrafi ułożyć film o wiele ciekawszy, niż sami możemy wymyślić.

Chwilę później nastąpiły wybory samorządowe. Dwa tygodnie później rozbiłem ojcu samochód. Znaczy, właściwie to mnie rozbili razem z nim. Teraz znowu biurokraci bankowi robią trudności. A jeszcze nie wbiłem pierwszej łopaty w grunt…

Na pocieszenie: od wczoraj rozsyłam zapytania ofertowe na okna i drzwi zewnętrzne. Skoro termin realizacji może wynieść nawet 8 tygodni, a konstrukcję mamy stawiać w maju, nagle okazało się to bardzo pilne.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 14:43

2007-02-07

Mamy kredyt.

Cały wczorajszy dzień roboczy upłynął mi na peregrynacji po mieście od urzędu do sądu i innego urzędu. A wszystko to w celu skompletowania pieczątek, żeby wypełnić warunki udzielenia kredytu na budowę domu.

Najpierw odstawiliśmy starszą z młodszych do babci, a z najmłodszą, czterotygodniową larwą udaliśmy się do Goldenegg na Pańskiej, gdzie od 9:30 do 11:30 czytałem umowę kredytową w obecności przedstawicielki banku. I tak parę wątpliwości pozostało.

Później odwiozłem najlepszą z żon z dzieckiem do domu na Sadybę i udałem się z przedstawicielką banku do babci, czyli mojej mamy, ponieważ “okazało się”, że ona jednakowoż musi się podpisywać na umowach, wekslach i innych. Tu anegdota: bankierka zobaczyła w PESELu mojej mamy jej datę urodzenia i zrobiła wielkie oczy: to pani tak młodo wygląda, taka przytomna i w ogóle. Cóż, moja mama ciutek się obraziła, ale nic po sobie nie okazała, w myśl zasady – jak masz wroga, to usiądź nad brzegiem rzeki i poczekaj, aż jego ciało spłynie z prądem (wirując jak gówno w przerębli, nie przymierzając).

Następnie skoczyliśmy do sądu, Wydział Ksiąg Wieczystych, złożyć jakiś wniosek o wpis do hipoteki, pewnie, że jest obciążona. Tam, normalnie, rewizja osobista, bramka jak na lotnisku i jeden strażnik próbujący to wszystko jakoś samemu obgonić. Później kolejka po znaczek skarbowy, które przecież znieśli (znaczki skarbowe, nie kolejki) – 200,00PLN, wreszcie dokumenty złożone, no to wióra, ale po drodze skoczymy na Puławską, bo bankierka musi tam zostawić dokumenty, a ja nie mam nic przeciwko temu, w końcu jest okazja pojeździć po mieście, a nie tylko praca-dom, praca-dom.

W międzyczasie zadzwonił brat-student, że bankierka zostawiła u moich rodziców swoją arcyważną pieczątkę. Krótka chwila satysfakcji dla mojej mamy i zdawkowa uwaga na temat wieku i sklerozy.

Następnie wykonaliśmy krótki skok do Urzędu Skarbowego na Lindleya. Niestety, jak to w urzędach, kasy czynne do 13:30, więc nie zdołałem wnieść opłaty za podatek PCC-3 od czynności cywilno-prawnych. Za to pobiegaliśmy sobie po piętrach, bo kontrola deklaracji znajdowała się na Lindleya 16 w pokoju 110, a składanie deklaracji odbywa się na Lindleya 14 w pokoju 313. Żeby było wygodniej. Dlaczego niby rzeczywistość ma być logiczna i poukładana? Tu nie Szwabia, Polacy nie gęsi i swoje urzędy mają.

Po skarbcowym udaliśmy się niezwłocznie spowrotem do Goldenegg, albowiem okazało się, że trzeba aneksować umowę ubezpieczenia domu w budowie i potrzebny jest mój podpis. Przy okazji nadałem przelew 19,00PLN opłaty PCC-3 i wypełniłem zlecenie wypłaty I transzy kredytu.

Ufff. Ostatecznie wróciłem na Filtrową i zaparkowałem na Łęczyckiej. Spojrzałem na zegarek: 15:20. Koniec dnia roboczego. Ale podobno udało nam się spełnić warunki przyznania kredytu. W poniedziałek 2007-02-12 pieniądze powinny pojawić się na koncie.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 12:58

Strona stworzona przy pomocy WordPress
© Flamenco108
Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress

Użyszkodnicy10|| Wpisy108|| Słowa we Wpisach44620