Zapiski na zimno o budowie domu.

2006-05-25

Cały czas się zaczyna…

Bo jak to inaczej nazwać? Jeżeli drzewka zostały wykopane co poniektóre, jeżeli od paru miesięcy dzwonię, gadam z architektami, rodzice trwonią krwawicę na geodetów (znaczy na rozmowy komórkowe), czekamy na papierki…

Prawdę powiedziawszy, nie przeczytałem jeszcze tego na innych blogach typu dziennik budowy. Nikt specjalnie nie rozpisywał się o tym beznadziejnym czekaniu, aż się coś wydarzy. Aż urząd jakowyś wreszcie rzygnie papierem, aż się specjalista pojawi, gotowy do pracy. Wszyscy tylko hop-siup, a potem tylko użalanki na wykonawców.

To ostatnie akurat wcale mnie nie dziwi. Sam, im więcej się uczę, tym lepiej wiem, jak mało wiem o sztuce budowania. A co powiedzieć o domorosłych murarzach-tynkarzach?

Chodzi mi o to, że historie, na dziennikach budowy Muratora:http://forum.muratordom.pl wszystkie generalnie są do siebie podobne – piszący są skoncentrowani na szarym konkrecie, cieszy ich każda odwalona łopata piachu, każdy równy bloczek z czegoś-tam, papierkologię mają w poważaniu, bo już minęła.

A ten etap też boli, i to jak! Albowiem popatrzmy:

– decyzję o budowie podjęliśmy na początku roku i praktycznie natychmiast rozpoczęliśmy prace nad koncepcją, – natychmiast złożyliśmy podanie o warunki przyłączenia gazu, – w międzyczasie objechaliśmy kilka domów szkieletowych (bo taki zamiarujemy zbudować), odwiedziliśmy kilku wykonawców i obraziliśmy dwóch architektów, – teraz kończy się maj, a my dalej nie mamy ani projektu, ani mapki do celów projektowych, – to kiedy do jasnej-ciasnej będziemy wylewać fundament?

Minęło prawie pół roku – oto dorobek tego czasu! A czeka nas jeszcze cały projekt z przyległościami, Przenajświętsze Pozwolenie na Budowę, następnie Kredyt – i nareszcie będziemy mogli się odprężyć, albowiem będzie już zima i koniec sezonu budowlanego.

Ale nie koniec dla nas! Przecież będziemy musieli znaleźć wykonawcę do fundamentu. Jakoś tak własnoręczne kopanie dołu łopatą przez trzy miesiące nie wydaje mi się najlepszym pomysłem. Przyjdzie walec – i wyrówna.

Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 12:32

2006-05-18

Zaczęło się?

Dlaczego wyrażam wątpliwości? Ano dlatego, że cały czas mieszamy w papierkologii. Nawet nie mamy projektu, a już kołkami na działce wyznaczyliśmy położenie domu i tymczasowej wiaty, która służyć ma za magazyn budowlany.

Ruszyliśmy z przesadzaniem drzewek – piękne, dwumetrowe tuje wyrosły nam pośrodku salonu. Przy okazji wgłębiliśmy się szpadlem w grunt – wychodzi, że będziemy mieć około 30cm humusu do usunięcia. No, skoro konkret się tak odwleka, to może bym tak w weekendy łopatą i taczką sam to załatwił, a przy okazji zrzucił parę kilo.

Zgodnie z wyliczeniami, przy korzystnym układzie planet, fundament zdołamy położyć nie wcześniej niż pod koniec października. Trochę czasu jeszcze zostało. Z drugiej strony, jeżeli dla kopary to dwie godziny pracy, po co się wysilać? Że co? Że oszczędzę 600,00PLN? Czyli pół miesięcznej raty spodziewanego kredytu? Czyli ile procent spodziewanych kosztów całej budowy? Ej, może jednak się opłaci? Ale z drugiej strony czeka nas tyle innych robót ziemnych, że z miłą chęcią oddam się im, a nie zdejmowaniu warstwy humusu.

A są to: wykopy dla kabli, rur drenażowych (po 50m każdy wykop), przesuwanie istniejących podziemnych instalacji – eletrycznej i wodnej, i na koniec – dziura dla gruntowego wymiennika ciepła.

Do tego dodajmy, że musimy ustalić, na jakim poziomie znajdują się nieszczęsne wody gruntowe, albowiem ów gruntowy wymiennik ciepła w postaci kupy otoczakowego żwiru nie może się zamoczyć bez sensu.

Całe lato ze szpadlem? Operacja Bieszczady 40? No, nie mogę się doczekać konkretów.

Nie ma tagów
Kategoria wpisu: Blog budowy domu — Flamenco108 @ 12:22

Strona stworzona przy pomocy WordPress
© Flamenco108
Tłumaczenia dokonał Polski Blogger dla Polski support WordPress

Użyszkodnicy10|| Wpisy108|| Słowa we Wpisach44620